Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 stycznia 2016

Witaj, 2016 :)

Na początku chciałabym Wam życzyć mnóstwa zdrowia i spełnienia marzeń. Tak, żeby Wam usmiechy nie schodziły z twarzy przez okrągły rok :).

Święta spędziłam w cudownej, rodzinnej atmosferze. Było mnóstwo radości, rozmów, zabaw z Siostrzeńcem. W pierwszy dzień M. przyjechał do mnie, w drugi pojechaliśmy do niego. Byłam też u Ojca. Było normalnie, porozmawialiśmy, cieszę się na to spotkanie. Obiecałam, że wkrótce znów go odwiedzę, tylko boję się czy znów nie zacznie swoich pretensji i kłótni o nic... Pożyjemy, zobaczymy...

Sylwestra spędziliśmy w... pracy, niestety. Ale na godzinę sobie usiedliśmy, pojedliśmy, wznieśliśmy toast bezalkoholowym szampanem, obejrzeliśmy fajerwerki i wróciliśmy do pracy. Mam postanowienie, że za rok wszystko, tylko nie praca w ten ostatni dzień roku.

Dzisiaj mija nam z M. 3 lata odkąd jesteśmy razem. Życzymy sobie kolejnych takich szczęśliwych, gdy zawsze bedziemy mogli na siebie liczyć. Poswiętowaliśmy wczoraj na łyżwach i kolacji. Wyjście z domku w taki mróz to niezły wyczyn:-).

Dzisiaj już niestety pora wrócić na uczelnię. Na szczęście tylko na dwa dni. A od jutra 5 dni z moim chrześniakiem. :-)

Trzymajcie się ciepło!

piątek, 11 grudnia 2015

Coraz bliżej święta...

Za dwa tygodnie Boże Narodzenie. Serio? Nie wierzę! Dokąd ten świat tak pędzi? Niedawno pluskałam się z Chrześniakiem w basenie w przydomowym ogrodzie a tu już połowa grudnia... Trochę boję się tych świąt. Pierwsze na nowym mieszkaniu, bez Ojca. Dotychczas, pomimo wszystko, w święta zawsze siedzieliśmy razem przy stole. Teraz już tak nie będzie. Teraz stać nas tylko na "cześć", ewentualnie na wymianę zamków w drzwiach domu, w którym nadal jestem zameldowana... Taki prezent mikołajkowy... Szkoda słów. Trzeba być silnym i dać radę. Z Małym święta będą super, bo ten Brzdąc daje tyle radości, że nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić. Raczkuje z prędkością światła, wstaje gdzie popadnie, chwilę już nawet sam potrafi stać. A przy tym pokazuje swój charakterek i urządza awantury po swojemu. Ale jak łapię za szyję i wtula we mnie swoje małe ciałko to wiem, że skoczę za nim w ogień :).

W mieszkaniu u mamy od poniedziałku stoi już choinka. Nieduża, ale ładna. Prezenty pod nią będą skromne, ale ważne, że będziemy świętować rodzinnie. Ważne, że będzie spokojnie, pysznie i z ludźmi, którzy się kochają i szanują.

Ostatni mój weekend trwał od piątku do wtorku, bo w poniedziałek brat się bierzmował, ja byłam świadkiem, więc do wtorku byłam w domu a z uczelni zwagarowałam :). Teraz trzeba te dwa dni odrobić, w poniedziałek będzie po wszystkim :).

Co poza tym? W pracy raz lepiej, raz gorzej, czyli standard. W szkole też jakoś leci, trzeba zakasać rękawy do roboty, bo magisterka daleko w lesie :).

Pozdrawiam serdecznie!

niedziela, 15 listopada 2015

Listopad

Chyba trzeba pogodzić się z faktem, że częściej niż raz na miesiąc to ja tu nie napiszę. Przynajmniej póki co, bo nigdy nie mówię nigdy;-).
Listopad póki co nastraja mnie pozytywnie i po kilku niemiłych październikowych newsach przynosi same dobre rzeczy. Problemy w pracy powoli ustąpiły, ale nie cieszę się póki co zbyt głośno.
Najbardziej jednak cieszy mnie moja mama. Wreszcie los się do niej uśmiecha. Przeszła ostatnio naprawdę sporo. Sprawy rozwodowe, piekło w domu, przeprowadzka, problemy zdrowotne, obawa o utratę pracy. Ale już wychodzimy na prostą. Rozwód orzeczony z winy Ojca. Mama zaklimatyzowana w nowym mieszkaniu, zaczyna spotykać się ze znajomymi, ma teraz czas dla siebie. Obawy o zdrowie okazały się niepotrzebne, praca też jest i będzie. Jedyny kłopot jest z Młodym. Ale to chyba normalne jak się ma w domu nastolatka;-). 
Na studiach też jakoś leci, powodów do narzekań nie mam. Powoli rozkręcam się z moją magisterką. 
Ostatnie kilka dni minęły w szaleńczym tempie. Miałam wolne od wtorku i ciągle coś się działo. Ale o tym opowiem Wam w kolejnym poście, bo dzisiaj muszę się jeszcze pouczyć na koło. Spodziewajcie się mnie, szybciej niż myślicie :)

wtorek, 22 września 2015

5 miesięcy w jednym poście ;)

Ciężko się zebrać do pisania po takiej dlugiej przerwie. Nie wiadomo od czego zacząć, bo wszystko jest tak samo ważne. Ale po kolei.

4 rok studiów skończyłam bez problemów, z całkiem dobrą średnią. Teraz został mi ostatni, bardzo luźny jeśli chodzi o plan, rok. Tylko praca magisterska czeka na napisane. Ale mniej więcej zamysł już mam, więc się nie stresuje. Nie ja pierwsza, nie ja ostatnia. Dam radę :)!

Pod koniec czerwca pozbyłam się też samochodu. Więcej miałam z nim problemów niż korzyści, ciągle się psuł a naprawy były mega drogie. Miałam kupić coś innego,ale przez różne zawirowania rodzinne nie kupiłam i póki co nic nie kupuje. PKP, komunikacja miejska i rowery miejskie dają radę. A i mój portfel jest mi za to wdzięczny ;).

Mój kochany Chrześniak z leżącego bobaska zamienił się w ruchliwego chłopczyka. Ma już ponad 7 miesięcy, waży ponad 8kg, ma 2 zeby (dolne jedynki). Sam siedzi, przewraca się z brzucha na plecy i odwrotnie, zjada wszystko, co tylko dostanie do buzi. Uwielbia krem z dyni, który mu ciocia gotuje ;). Jest bardzo grzeczny, towarzyski, ciekawy wszystkiego i taki ładny. Dużo ludzi mówi, że jest podobny do mnie. Ostatnio nawet pani w sklepie powiedziała, że "mój synek to kopia mnie" ;). Dla mnie to wykapany tata, kwestia gustu.

Z M. układa nam się dobrze, nie ma na co narzekać. Zdarzają się też gorsze dni, ale zdecydowanie to tych lepszych jest więcej. To już ponad 2,5 roku związku, kawał czasu :). Znam Go już bardzo dobrze, rzadko udaje mu się mnie czymś zaskoczyć, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Przy Nim czuje się bezpiecznie, bo wiem,że zawsze mogę na Niego liczyć. I potrafi mnie rozśmieszyć jak nikt inny.

Wakacje minęły mi na pracy i wyjazdach. Do siostry, do domu, do M. U M. trochę sobie imprezowaliśmy, bo i wesele i 18 się trafiła. Byliśmy też nad morzem w lipcu. Pogoda trafiła nam się idealna. Codziennie na plaży, kąpiele w Bałtyku, wspólne grillowanie i wieczorne spacery. Byliśmy z moją siostrą, szwagrem, małym, moją mamą i moim bratem. Taki rodzinny wypad ;).

W pracy dobrze, zakończyłam już szkolenia i prowadzę teraz zmiany. Nie jest to praca spokojna, ale ja lubię jak dużo się dzieje. Poza tym lubię to miejsce i ludzi z którymi pracuje. Grafik mam super, pomimo pracy na prawie 3/4 etatu naprawdę miałam czas na odpoczynek i wyjazdy. Poza tym wypłaty dostaję całkiem nieźle, wystarcza na wszystko a i zaoszczędzić się trochę udaje. Póki co dobrze mi tam i nie zamierzam nic zmieniać. Pod koniec studiów przyjdzie czas na decyzję co dalej.

Wrzesień upływa pod hasłem przeprowadzki i urządzania nowego mieszkania mamy. Nawet nie wiecie jak ciężko jest spakować w kartony
ostatnie 15 lat i zacząć wszystko od nowa. Ale to już temat na osobny post.

Pozdrawiam Wam serdecznie!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Pierwsze spotkanie i awans :)

Wczoraj byłam w odwiedzinach u Chrześniaka, Niestety tylko na jeden dzień, bo dzisiaj już wystartowały zajęcia na uczelni, ale te kilkanaście wspólnych godzin póki co muszą mi wystarczyć. Młody jest przesłodki! Malutki, drobniutki, mięciutki i bosko pachnie :). Godzinami trzymałam go na rękach i tylko się wpatrywałam. A jemu niewiele do szczęścia potrzeba. Brzuszek pełen, pieluszka sucha i śpi w najlepsze. I jakby go nie zaczepiać, jakby go nie łaskotać to tylko się uśmiechnie, pokręci, ale oczu nie obudzi. Ile my się wczoraj nakombinowaliśmy żeby go obudzić... Siostra miała nawał pokarmu i ktoś to musiał przerobić ;). A Młody ani myślał stawać, mały uparciuszek. Wczoraj asystowałam przy kąpieli, ubierałam, przewijałam i właściwie robiłam wszystko, prócz karmienia :). Super zajęcie, zwłaszcza jak ktoś przy przewijaniu czaruje Cię swoimi pięknymi oczami a potem wykorzystuje moment nieuwagi żeby zaatakować fontanną siuśków :P. Ale nie ze mną te numery, zrobiłam unik :P.
Ogólnie rzecz ujmując POLUBILIŚMY SIĘ :)

A w pracy chyba stwierdzili, że Chrześniak oznacza wydatki, bo dostałam dzisiaj awans ;). I zarabiać będę też więcej. Idzie nowe, a że ja lubię wyzwania to bardzo się cieszę :). Od marca prosze się do mnie zwracać pani manager :P :D.
Buźka!

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Weekend u siostry

Moja kilkudniowa nieobecność spowodowana była podbijaniem Opolszczyzny, czyli byliśmy z M. u mojej siostry i jej męża ;). Strasznie lubię się z nimi spotykać! Moje relacje z siostrą są jak wino :P, z roku na rok coraz lepsze. I pomyśleć, że kiedyś za największe zło uważałyśmy swoje towarzystwo :P. Ludzie to się jednak zmieniają...
Pojechaliśmy już w piątek. Szwagier powitał nas obiadem - zupa z soczewicy, pycha! Najpierw jedzonko, sprzątanie po, wymienienie się rzeczami - miałam dla nich kilka drobiazgów o które mnie prosili, oni z kolei mięli prezent dla M. z okazji Jego jutrzejszych urodzin. Potem zasiedliśmy na kanapie przy kawie i słodkościach i tak gadaliśmy, gadaliśmy i gadaliśmy. Oglądaliśmy też jakieś bzdury w necie, np Nataszę i jej nowy hit ;). Wieczorem, przy ponczu, obejrzeliśmy Smerfy w 3D na ich super wypasionym telewizorze ;). Piątek zleciał, poszliśmy spać.
W sobotę po śniadaniu poszliśmy na spacer połączony z drobnymi zakupami i oglądaniem ich auta kupionego ze ślubnych kopert ;). Później szykowaliśmy obiad, a po obiedzie panowie drzemali na kanapie. My natomiast skupiłyśmy się na przygotowaniach, bo wieczorem szliśmy na wiejską imprezę, jak dla nas tzw potupajkę :P, do rodzinnej miejscowości szwagra. To nie był nasz szczęśliwy dzień, bo włosy nam się nie kręciły, ani mi, ani siostrze. Miałyśmy za to fale :P. Chwilę przed 19 zwarci i gotowi wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy. Impreza bardzo się udała, pyszne jedzonko, muzyka na żywo (teść siostry grał ze swoim zespołem) i tańce do białego rana. Około 4 z bolącymi nogami ruszyliśmy w drogę powrotną. W mieszkaniu jeszcze chwila rozmów, potem przygotowania do spania i sam sen.
W niedzielę na 13 pojechaliśmy na obiad do teściów mojej siostry, bo zapraszali nas na imprezie i nie mogliśmy odmówić. Strasznie lubię tych ludzi! Nawet mówię o nich, że to moi przyszywani teściowie, bo odkąd ich poznałam to nigdy nie odczułam żeby traktowali mnie gorzej niż moją siostrę... Raz nawet powiedzieli, że gdyby mogli to by nas obie na synowe wzięli... :) Ale co zrobią, że ich drugi syn tkwi w naprawdę beznadziejnym związku. Zjedliśmy obiad, pomogliśmy posprzątać a potem siedzieliśmy przy kawie i ciachu do 16. Później powrót do siostry, pakowanie i już jechaliśmy na pociąg. Wszystko, co dobre, szybko się kończy, niestety ;)
Póki co jesteśmy umówieni na wspólny wypad do Czech na narty, o ile zima i śnieg pozwolą ;).

A na pamiątkę udanego weekendu mam siniaka na podbiciu lewej stopy - zastałam nadepnięta w tańcu przez przypadkowego pana, który tańczył zaraz obok ;)

środa, 27 listopada 2013

Zimowo

Spadł śnieg, zrobiło się mroźno, zimno, nieprzyjemnie.
Złapałam jakieś choróbsko, kaszlę jak gruźlik, smarkam bez przerwy, chwilami tracę głos... A tu nie ma czasu na odpoczywanie, leżenie, kurowanie się... Trzeba chodzić na zajęcia, do pracy. Weekendy też zaplanowane. Poprzedni spędziliśmy u siostry. Była parapetówka razem z 25 urodzinami.
W ten weekend idziemy na Andrzejki, siostra z mężem przyjeżdża do nas.
Na kolejny weekend idziemy na noc kina a potem jedziemy do rodzinnych domów...
Czas leci zdecydowanie za szybko. Do świąt pozostał niecały miesiąc. A ja mam pewne obawy jakie te święta w tym roku będą... Pożyjemy, zobaczymy ;)

wtorek, 12 listopada 2013

Wszystkiego po trochę :)

Nie mam jakoś serca do tego miejsca... Może się wypaliłam... A może powinnam zmienić miejsce? Albo zrobić sobie przerwę od blogowania?

Dni płyną stanowczo za szybko. Studia, praca, w między czasie zalegam z laptopem na kolanach i oglądam seriale. Brakuje mi motywacji do codziennej aktywności fizycznej. Wokół tyle możliwości a mi brakuje tego przysłowiowego kopa żeby ruszyć tyłek... Mam w sobie lenia i nie umiem go wypędzić...

Wczoraj mój M. obchodził imieniny. Zaraz po pracy zrobiłam na szybko tartę z kurczakiem, warzywami i serem. Do tego winko, świeczki i świętowanie :). Lubię takie nasze wieczory. Tak niewiele ich mamy, że trzeba doceniać każdą chwilę i częściej stwarzać okazję do bycia tylko dla siebie.

Listopad jest miesiącem, którego nie lubię. Zimno, szaro, czasem deszczowo... Już chyba wolałabym śnieg :P. Na szczęście planów na listopad jest tyle, że zleci w mgnieniu oka. W ten weekend przyjeżdżają moi rodzice z Młodym, dodatkowo siostra z mężem i teściami. Fajnie będzie się zobaczyć. W kolejny weekend jedziemy do siostry na urodziny. My z M. już w piątek, rodzice i brat w sobotę. Potem to już Andrzejki, prawdopodobnie będę gościć siostrę i szwagra u nas. Planujemy wypad w miasto. Fajnie będzie, już to czuję :).


niedziela, 20 października 2013

Aktualności

Zawsze, odkąd pamiętam, Rodzice stawiali nas - dzieci, na pierwszym miejscu. Zwłaszcza mama. Poświęciła karierę zawodową, była z nami w domu, wychowywała, dbała, bawiła się, rozpieszczała. Do dzisiaj jest w stanie zrobić wszystko by nam pomagać, ułatwiać, wspierać. Moja mama jest po prostu najlepsza na świecie! Mam świadomość, że zawsze mogę na nią liczyć. I wiem, że ona zawsze może na mnie liczyć. Aktualnie jestem w domu, opiekuję się Młodym, zwierzętami, doglądam domu. Studia poczekają, nie ja pierwsza i ostatnia opuszczam zajęcia... A wszystko to spowodowane jest chorobą Mamci - od piątku jest w szpitalu. Dwa antybiotyki nie pomogły, nadal męczy się z zapaleniem żył. Konieczna była hospitalizacja. Już widać poprawę, mam nadzieję, że ta tendencja się utrzyma i zgodnie z planem w środę już będzie w domku ;). Trzymajcie za nią kciuki!

A tak z innej beczki: wczoraj, o 9 rano, przy strasznym zimnie sprawdzałam siebie w teście Coopera. Poszło mi bardzo dobrze - 2400m w 12 minut. Jestem z siebie dumna!

środa, 26 czerwca 2013

Problemy, zmiany, plany...

Od ponad dwóch tygodni mam wakacje, więcej czasu dla siebie, spokój z nauką. A na blogu znów jestem gościem. U siebie prawie nie bywam, u Was przelotem, na szybko, bez śladu... Pora się wytłumaczyć. Nie pisałam, bo nie chciałam. Bez sensu w kółko powtarzać, że się pracuje, pracuje i pracuje, bo pracy dużo, a ludzi mało... Zmęczenie dawało się we znaki, ale myśl o wypłacie dodawała sił i popierniczałam jak robocik :).
Problemy rodzinne zajmowały większość moich myśli, ale jakoś tak nie mogłam zebrać się w sobie żeby to tutaj z siebie wyrzucić... Było strasznie, jest już lepiej, ale nadal nie jest dobrze. Mam straszny mętlik w głowie, nie wiem co robić, jak się ustosunkować do pewnych osób, do pewnych kwestii. Bo strasznie trudno odnaleźć się w sytuacji, gdy ktoś, kogo znamy całe życie okazuje się nagle być dla nas całkiem obcym człowiekiem o którym tak naprawdę nie wiemy nic... Czas leczy rany. Zdecydowanie tego czasu mi potrzeba.
Z rzeczy bardziej optymistycznych. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam na kilka dni nad morze. Z M., jego siostrą i jej koleżanką. Poleniuchuję, poimprezuję, oderwę się od tego wszystkiego. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i zamoczę tyłek w tym zimnym Bałtyku ;). Na myśl o wyjeździe mam banana na ustach i nie mogę się doczekać. W pracy się zdecydować nie mogą czy dać mi wolne czy nie, ale prędzej się zwolnię z pracy niż nie pojadę :). Bez przesady, ostatnio tyle pracuje, że tydzień wolnego należy mi się bez gadania... Sama jedna tam nie jestem, niech sobie jakoś radzą beze mnie.
Znalazłam też drugą pracę. Niezbyt dochodowa, bo stawka niższa niż ta co teraz mam, poza tym to tylko trzy godziny dziennie, 5 razy w tygodniu. Ale to praca stworzona dla mnie! Zawsze chciałam spróbować pracy z maluchami a tutaj będę się opiekować dziećmi w wieku 2-5 lat. Poza tym jest to praca w klubie fitness dla pań. Będę pilnować dzieci w czasie, gdy ich mamy będą ćwiczyć. Jak już się tam załapię to po studiach będę miała szansę zmienić stanowisko i pracować tam w zawodzie. A to byłoby coś! Kuszący jest też fakt, że jako pracownik mogę też bez ograniczeń korzystać ze wszystkich obiektów: sauna, siłownia itp. Jedyny minus to niskie zarobki. I strach, że nie pogodzę tego z obecną pracą, a po wakacjach ze studiami. Ale raz się żyje, spróbować muszę. Bo mam takie poczucie, że jak nie spróbuję to do końca życia będę tego żałować... I tylko zastanawiam się czy ja poza pracą będę miała jakieś życie, czas dla siebie, na relaks?
Na szczęście nie muszę się martwić brakiem czasu na spotkania z M., bo od 1 lipca M. się do mnie wprowadza.Moja siostra się wyprowadza, skończyła studia, obroniła mgr, znalazła pracę i zamieszka z narzeczonym. Ja zostaję sama, M. szukał czegoś innego. I próbujemy życia razem. Myślę pozytywnie, wierzę, że się nie pozabijamy ;). Chociaż czasem dopada mnie strach, że nam się nie uda, że to będzie początek końca... Odganiam te myśli i powtarzam w kółko "Będzie dobrze... Będzie dobrze..." Bo będzie, prawda? ;)
Cały czas też w głowie mi siedzi myśl, że w te wakacje miałam zająć się swoimi zębami. Założyć aparat i wyzbyć nie wreszcie kompleksu na ich punkcie... A teraz martwię się, że nie starczy mi czasu, a przede wszystkim pieniędzy na to... Bo przy obecnych problemach w domu nie wiem jak to będzie z moimi finansami... Trochę się boję żeby nie zostać z czasem goła i wesoła, ale też mam świadomość, że ciągle to odkładam i raczej się oddalam od pięknego uśmiechu niż do niego przybliżam... Trzeba to wszystko przemyśleć, przeanalizować na chłodno. Będzie na to czas na wyjeździe ;)

czwartek, 23 maja 2013

Dzisiejszy dzień...

... to zdecydowanie dobry dzień :). Wyspałam się, pouczyłam się, na jednych zajęciach byłam z których na koniec mam 5-żyć, nie umierać ;). Teraz sobie leniuchuję, ale zaraz zmykam spać :). W środku nocy jadę na pożegnalne piwko z jedną z naszych managerek, która przenosi się do innej restauracji i ma dzisiaj ostatnią zmianę u nas. Wersja oficjalna jest taka, że jadę ją żegnać. Nieoficjalna - muszę pilnować M. :P. Oczywiście żartuję, On akurat pilnuje się sam ;).
Zastanawiam się jak jutro wstanę na aerobic... Trudno, jakoś muszę :P. O 14 mam też umówiony peeling kawitacyjny-dostałam od siostry karnet na 3 zabiegi w ramach (przyspieszonego) prezentu urodzinowego. Mam nadzieję, ze po tych zabiegach będę piękna i gładka i wszyscy pomyślą, że właśnie kończę 18 ;P. Jutro też, o 17.30, mam egzamin z przedmiotu, który trwał 4 semestry... Niby się uczyłam, ale tak naprawdę to bardziej trzeba to wziąć na myślenie niż na wiedzę-dam radę :).
W sobotę z kolei jestem wolontariuszką na Dolnośląskim Święcie Sportu - z katedry LA. Ciekawa jestem jak to wszystko wyjdzie :).
Po sobotnim wolontariacie wracam do domu by w niedziele, razem z M. ;D, udać się na komunię do Syna Kuzyna (sama nie czuję, że rymuję ;)).
Podsumowując, na nudę nie narzekam ;).
Ale "tak jak jest, jest dobrze" ;D

czwartek, 7 marca 2013

W marcu jak w garncu...

Nie samym wyzwaniem człowiek żyje ;).
Piękną pogodę mieliśmy do wczoraj - już nawet wiosenny płaszcz i kurtkę wyciągnęłam z szafy... A dzisiaj pada, pada i pada... Dobrze, że odpuściłam sobie popołudniowy wykład i nie musiałam się w tę pogodę wynurzać z mieszkanka :).
A tak było pięknie! Spacerki po parku, wygłupy na placu zabaw, oczywiście we dwoje :). Kwiatki widoczne na zdjęciu dostałam w poniedziałek - na nasze 2 miesiące. Cudne to były 2 miesiące! Więcej poproszę, mój kochany M.
A jutro jadę do domku. Odpocząć, nacieszyć się rodzinką... Szkoda, że bez M.

Mam nadzieję, ze to tylko chwilowy strajk wiosny :P. Niech już jej ten foch przechodzi i do nas wraca!

Udanego weekendu!

środa, 9 stycznia 2013

Motywacjo, gdzie jesteś?

Miałam dwa tygodnie wolnego od uczelni... Rozleniwiłam się okrutnie! I jak ja mam się teraz zmotywować do nauki? Sesja za pasem... Trzeba wszystko zdać w pierwszym terminie i znów mieć wolne :P. Tylko ta myśl pozwala wierzyć, że jednak znajdę chęć żeby sięgnąć dzisiaj po książkę...
W dodatku mój osobisty Motywator leży chory w łóżku i chwilowo nie spełnia swojej roli :). Obiecuje mi niespodzianki jak już wydobrzeje, ale to działa średnio, bo konkretnego terminu brak :P.
Motywacji żeby chodzić do pracy też nie miałam dopóki nie zobaczyłam wczoraj na koncie wypłaty... :)
Wczoraj pół dnia przelatałam z siostrą po salonach mody ślubnej. Wnioski są dwa: po pierwsze to w niektórych salonach najważniejsze to zedrzeć z przyszłej panny młodej jak najwięcej kasy, dosłownie za wszystko, po drugie to nie chcę wychodzić za mąż :P. Bo ja się chyba nigdy nie zdecyduję na jedną konkretną sukienkę :). Efektem tego biegania jest to, że już PRAWIE mamy tę jedną, jedyną :P.
A na weekend przyjeżdża do nas Młody. Niektórzy mają to szczęście, że za 3 dni zaczynają ferie zimowe... Trzeba tak zaplanować czas żeby w te 3 dni zmieścić wszystkie przewidziane atrakcje. Czasem to mu zazdroszczę takich fajnych sióstr :)

wtorek, 6 listopada 2012

Aktualności + zabawa

Dopadł mnie totalny bak czasu!
Najpierw, gdy miałam chwilę to nie było o czym pisać. Potem, gdy zaczęło się dziać to czasu zabrakło. Ale jestem, mobilizuję się i piszę :)
Moje życie w skrócie: studia, praca, wyjścia ze znajomymi, sen, weekend w domu i tak w kółko.
Biegam, biegam i biegam. Nie mam czasu żeby się porządnie wyspać, nie mam czasu porządnie zjeść. I jestem szczęśliwa :)! Bo rano aż chce się wstawać, ładnie wyglądać i iść do ludzi. Z każdym rankiem budzę się w poczuciu, że to będzie naprawdę udany dzień. I zwykle tak jest :).
Wypowiedziałam walkę zbędnym kilogramom - bo spodni były za bardzo dopasowane i mnie to wszystko drażniło. Weekend w domu i wyjścia ze znajomymi nie ułatwiają sprawy, ale powoli, powoli schodzę w dół. To najważniejsze :).
Dylemat moralny mam... Pocztą pantoflową doszło do mnie, że w lutym moja kuzynka zamierza chrzcić swojego syna... I ponoć planuje mnie jako chrzestną. Ale ja nie chcę! Wiem, że dziecku się nie odmawia, ale nie chcę. Po pierwsze: nie lubię ani jej, ani jej faceta, ani tego dziecka (długo by opowiadać). Po drugie: mały ma ponad 5 lat, i chyba nigdy w życiu nie był w kościele, jego ojciec jest świadkiem Jehowy a te chrzciny to w sumie nie wiem po co. Moja kuzynka słynie z irracjonalnych pomysłów... I to wszystko mi się gryzie, bo wiem, że dziecko nie będzie wychowywane w wierze katolickiej. Wiem też, że ja nie będę dobrą chrzestną i nie będę ich nigdy odwiedzać z własnej woli, raczej z poczucia obowiązku. Nie mam z tą kuzynką dobrych relacji, w sumie to nie wiem dlaczego zdecydowała się na mnie... To chyba impuls ze strony jej mamy, z którą dobrze żyję, której na tych chrzcinach najbardziej chyba zależy i która ma być głównym sponsorem imprezy... Mam nadzieję, że skończy się tak jak zwykle, czyli na wielkich planach... Na szczęście oni z tego słyną... Nie chcę być chrzestną tylko podczas mszy w kościele... 


Nominację do zabawy
 
 
dostałam od kfiatushka

Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera, dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje im swoje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

Jej pytania: 
1. Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
Zaczarowany ołówek
2. Ulubiony deser?
Wszystko, co słodkie uwielbiam :)
3. Wymarzone wakacje to...
plecak, góry, słońce i Ukochany
4. O co poprosiłabyś złotą rybkę?
o zdrowie dla najbliższych
5. Najlepsza książka, jaką do tej pory przeczytałaś to...
Ciężko wybrać. Uwielbiam Kinga, a ostatnio również Sparksa.
6. Twój wymarzony zawód, który chciałabyś teraz wykonywać to...
zawód, którego się uczę - nauczyciel
7. Czy kiedyś chciałaś mieć na imię inaczej niż w rzeczywistości? Jeśli tak, to jak? :)
Jako mała dziewczynka chciałam być Olą albo Kingą. Teraz lubię swoje imię i jego przeróżne zdrobnienia.
8. Największe niespełnione marzenie z dzieciństwa?
Dziecięce marzenia zazwyczaj się spełniają :)
9. Piosenka, która zawsze poprawia Ci humor to...
ostatnio to :)
10. Twoja największa pasja...?
kuchenne rewolucje, czyli gotowanie
11. E-mail czy papierowy list? :) 
e-mail, bo szybciej. 

I jeszcze wzięłam sobie pytania od Mamy Zuzi i Zosi oraz od Bombelkowej - skoro zapraszały wszystkich chętnych ;)

1.Jakie książki lubisz?
obyczajowe, z wątkiem miłosnym :)
2.Czego byś nigdy nie zrobiła?
nie mogłabym hodować pająka/węża itp.
3.Ostatnie wakacje spędziłaś w...?
Chorwacji, nad jeziorem w O. i w domu
4.Największe marzenie to?
szczęśliwa rodzina za jakiś czas
5.Ulubiony serial?
Lekarze
6.Gdybyś mogła cofnąć czas to...?
to bym nie cofnęła :)
7.Na jakiego człowieka chciałabyś wychować swoje dziecko?
na inteligentną gadułę
8.Niespełnione marzenie z dzieciństwa?
j.w.
9. Ulubiony zapach?
dużo ich :)
10.Jaki masz charakter?
uparta, gadatliwa, optymistka
11.Łatwo się poddajesz czy raczej dążysz uparcie do celu?
jeśli mi na czymś bardzo zależy to uparcie dążę do celu
1. Ulubiony serial?
j.w.
2. Czy masz taka prawdziwą przyjaciółkę/przyjaciela?
nie. Zwierzam się kilku osobom, każdej nie z wszystkiego :)
3. Ulubione zwierzę?
jak dla mnie mogłoby ich nie być :). Chociaż mojego Karmelka  lubię bardzo.
4. Czas najchętniej spędzam na...
czytaniu książek i buszowaniu po necie :)
5. Przedmiot bez którego w kuchni się nie obejdę to...?
piekarnik
6. Czy chciałabyś zmienić jakiś WAŻNY wybór w swoim życiu?
nie
7. Kawa czy herbata?
herbata, ostatnio zielona
8. Czy lubisz alkohol?
lubię, w ograniczonych ilościach :)
9. Palisz?
nie, nigdy nie miałam papierosa w ustach i nie planuję mieć
10. Dziecko to ... ?
przede wszystkim ogromna odpowiedzialność
11. Twój sposób na złość... ?
nie mam, zazwyczaj wyładowuję się na kimś, niestety...
Nominuję:
A., Uśmiechnięte myśli,

poniedziałek, 1 października 2012

Październik

Nie lubię tego miesiąca. Kojarzy mi się z taką aurą jaka była dzisiaj... Szaro, deszczowo, pochmurnie, dołująco, przytłaczająco... Brzydka jesień, taka, której nie znoszę...
W studia jako tako już się wdrożyłam, plan ogarniam, zajęcia w miarę. Nowa grupa całkiem w porządku, chyba nawet lepsza od poprzedniej... Okaże się z czasem :).
W ubiegłym tygodniu byłam na nowym stadionie na meczu - nie powiem, stadion fajny, robi wrażenie. Z chęcią jeszcze nie raz się tam wybiorę.
W weekend byłam w domu, ale to jakiś taki nijaki weekend był. Rozjazdowy, ciągle gdzieś, coś. Nic nie zrobiłam, nic nie odpoczęłam... Jedynie upolowałam buty, o których zawsze marzyłam. Które są szalenie piękne, a przy tym szalenie wysokie...
Dzisiaj do 17 byłam na uczelni, potem zakupy i sprzątnie pokoju. Za godzinę będzie siostra i nie będę już mieszkała sama. Super ;)

Blogosfera to cudowne miejsce, a blogowiczki to świetne babki :). Sprawa Asi i jej rodzinki uświadomiła mi, że jestem uzależniona najbardziej od blogów. Bo nawet z nieswojego komputera wchodziłam sprawdzić co nowego... Cały czas siedzi mi w głowie mała Li. Mała Wielka Kobieta :).

Jak pierwszy dzień na uczelniach, dziewczyny?
Słowo wyjaśnienia: "u mnie" zawsze zaczynamy wcześniej. I wcześniej też kończymy ;). Najpóźniej 17 czerwca rozpocznę wakacje. I tego się będę trzymać! Bo pogoda dzisiaj działa na mnie depresyjnie...
Buźka :*

czwartek, 20 września 2012

Pesymistycznie

Przecież każdy w życiu popełnia błędy...
Przecież każdy przynajmniej raz zrobił coś, czego teraz żałuje...
Przecież każdy, gdyby tylko mógł, cofnąłby czas żeby coś naprawić...
To dlaczego bliskie nam osoby wypominają nam te błędy?
Dlaczego nie potrafią  zapomnieć?
Dlaczego ciągle dają nam do zrozumienia, że wcale w nas nie wierzą?
I choćbym nie wiem jak się starała, w dwóch zdaniach można pociąć mi skrzydła, zabrać z twarzy uśmiech, pozbawić życiowego optymizmu i dać do zrozumienia, że niewiele jestem warta...

W takich sytuacjach powinnam się załamywać, płakać...
 A ja zaciskam zęby i powtarzam w myślach "Ja Wam pokażę..."
A skorupa w której się chowam jest coraz grubsza, i grubsza...

To zdecydowanie był zły dzień!

środa, 20 czerwca 2012

Młyn totalny

Ostatnio tyle się dzieje, tyle bym chciała napisać a jakoś nie mam kiedy. Korzystam z wolnej chwili i nadrabiam.
Po pierwsze: zdjęcie :). Poznałam sposób na zmobilizowanie Was do komentowania :p. A tak poważnie to wyglądam jak wyglądam. Przywykłam do zaniżania mojego wieku, zazwyczaj nie rozstaję się z dowodem osobistym i macham nim przed oczami niedowiarkom. Miałam sytuację, że nie wzięłam dowodu i nie weszłam do klubu bądź nie sprzedano mi alkoholu :). Słyszałam już, że mam buźkę jak szczurek, że wyglądam jak dziecinka itd. Może kiedyś będę wyglądała jak siostra swoich dzieci i mama swoich wnuków :P?
Po drugie: babcia. Jest już po 80, poważnie choruje, wymaga opieki 24h/dobę a aktualnie leży w szpitalu. I wszystko w moim domu toczy się wokół tego. Mam dość! Bo babcia i cała rodzina od strony taty to temat na osobną notkę... I wkurza mnie to wszystko, bo wymaga się ode mnie empatii, współczucia i zrozumienia. A ja nie potrafię żywić uczuć do człowieka, który całe moje życie miał mnie gdzieś...
Po trzecie: praca. Moja szefowa wkurza mnie jak tylko może a ja nie podskoczę, bo nie mam perspektyw na znalezienie czegoś innego w okolicy i wiem, że na moje miejsce jest wiele chętnych :). Dzisiaj jej mówiłam, że pogoda brzydka, że będzie padać i nie opłaca się otwierać. Ale ona mądrzejsza:). I pracowałam aż 1,5h! Istne szaleństwo.
Po czwarte: ludzie. Nadrabiam zaległości towarzyskie. Muszę korzystać póki nie mam zazdrosnego chłopaka :p. Wczoraj na spóźnionym urodzinowym winie był u mnie kolega. I trochę za dużo tego wina było, bo dzisiaj chodzę niemrawa, jakbym w łeb dostała czymś ciężkim. Ale ogólnie było fajnie:). W weekend mam jechać na imprezę z innym kolegą, który mnie ostatnio strasznie wkurzył i teraz chce poprawić swój wizerunek w moich oczach ;p. I w ogóle mam ochotę na spotkania, wyjazdy. Ale przez pracę i natłok zajęć nie mogę sobie póki co za wiele pozwalać...
Po piąte: postanowienia. Nie mam na nie czasu. Rano sprzątam, gotuję i takie tam. A że aktualnie mam w domu 6 osób to jest co robić... Potem idę do pracy, wracam wieczorem zmęczona i nie mam siły ani biegać, ani ćwiczyć, ani się uczyć...
Dzisiaj zamierzam pójść spać wcześniej, wyspać się i od jutra z nową energią powrócić do starego rytmu. Oby!