Ale że to już, tak szybko? Już po lecie? Pora chować sandałki? Ja nie chcę! Nie lubię deszczu, nie w takich ilościach... Jest szaro, buro i ponuro. Jesień zbliża się wielkimi krokami. Tym bardziej mi źle, bo siostra od soboty grzeje tyłek w Turcji a ja jej tak zazdroszczę :).
Po trzydniowym maratonie wróciłam do domu. Zebrałam się wreszcie w sobie i zaczęłam generalne porządki w pokoju. Jeden wielki wór ciuchów zawiozłam już do kontenera dla potrzebujących, drugi, nieco mniejszy, trzeba wyrzucić do śmietnika. Na jutro zostawiłam sobie porządki w papierach i dokumentach, koniec tego głupiego zbieractwa :P. Może jakieś perełki wykopię to się jutro pochwalę :P.
Jedyny plus września jest taki, że wszystkie moje seriale wróciły na antenę i znów mam co robić wieczorami :P. Żeby nie było, że tylko leniuchuję to zaczęłam też trochę ćwiczyć. A dzisiaj, w lekkiej mżawce, byłam z mamą na kijach. Miałyśmy chodzić już w lipcu, ale mama musiała wyleczyć kontuzję ręki... Jeśli pogoda dopisze to jutro też pójdziemy, trzeba korzystać póki jeszcze nie jest ciemno popołudniami :).
Aby w pełni wykorzystać ostatni miesiąc wakacji po powrocie siostry jadę jeszcze do niej na kilka dni a w przyszłym tygodniu jadę w odwiedziny do mojej koleżanki ze studiów :). Czyli najbliższy czas spędzę w towarzystwie ciężarnych ;P:)
Dacie wiarę, że mój blog niedługo skończy trzy lata? Ja nie mogę w to uwierzyć! I tak kombinuję co by tu specjalnego wymyślić na tę okazję...
Ściskam Was mocno!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 września 2014
środa, 6 marca 2013
Wyzwanie fotograficzne - dzień trzeci
Jak dla mnie najtrudniejszy - ile ja się nagłowiłam żeby znaleźć coś miękkiego...
Myślałam, myślałam i mam!
Najbardziej miękki w moim otoczeniu jest kocyk... Cieplutki i milutki w dotyku, z kubkiem gorącej herbaty stanowił idealny duet na jesienne i zimowe, chłodne wieczory.
Ale bez żalu rezygnuję z tego na rzecz słoneczka i ciepełka :)
Myślałam, myślałam i mam!
Najbardziej miękki w moim otoczeniu jest kocyk... Cieplutki i milutki w dotyku, z kubkiem gorącej herbaty stanowił idealny duet na jesienne i zimowe, chłodne wieczory.
Ale bez żalu rezygnuję z tego na rzecz słoneczka i ciepełka :)
poniedziałek, 12 listopada 2012
Jesień? Lubię to!
Nie sądziłam, że to kiedykolwiek napiszę, ale chyba właśnie polubiłam jesień:)
Po pierwsze: Mamy środek listopada i temperatury powyżej 10 stopni. Czyli nie jest tak zimno:)
Po drugie: zaliczyłam ostatnio porządne zakupy i stałam się posiadaczką pięknej, grubej kurtki, w której mi teraz zwyczajnie gorąco, wygodnych i ładnych botków do codziennego biegania między uczelnią-mieszkaniem-pracą, dużej torby, w której mieszczą się wszystkie potrzebne rzeczy - bez upychania :D. I jeszcze cudny komin mam i czapkę, ale nie noszę, bo za ciepło :).
Po trzecie: pomarańczki i grejpfruty moje ukochane są coraz tańsze i coraz pyszniejsze - można zajadać się do woli :).
Po czwarte: coraz bliżej święta. A święta to pyszności, wolne w domku i prezenty, czyli to, co lubię najbardziej ;).
Po piąte: ostatnio jest tak dobrze, że pewnie nawet zimę i 40 stopni na minusie bym lubiła :P
Po pierwsze: Mamy środek listopada i temperatury powyżej 10 stopni. Czyli nie jest tak zimno:)
Po drugie: zaliczyłam ostatnio porządne zakupy i stałam się posiadaczką pięknej, grubej kurtki, w której mi teraz zwyczajnie gorąco, wygodnych i ładnych botków do codziennego biegania między uczelnią-mieszkaniem-pracą, dużej torby, w której mieszczą się wszystkie potrzebne rzeczy - bez upychania :D. I jeszcze cudny komin mam i czapkę, ale nie noszę, bo za ciepło :).
Po trzecie: pomarańczki i grejpfruty moje ukochane są coraz tańsze i coraz pyszniejsze - można zajadać się do woli :).
Po czwarte: coraz bliżej święta. A święta to pyszności, wolne w domku i prezenty, czyli to, co lubię najbardziej ;).
Po piąte: ostatnio jest tak dobrze, że pewnie nawet zimę i 40 stopni na minusie bym lubiła :P
poniedziałek, 8 października 2012
Chusteczkowo
Właśnie za to nie cierpię jesieni...
Jest zimno, szaro i depresyjnie...
Niezależnie, ile na siebie włożę, i tak jest mi zimno...
I właściwie zawsze jesień oznacza chorobę.
Od wczoraj się męczę. Katar, kaszel, gorączka...
Teraflu, witamina C, Acatar, Otrivin, gorąca herbata, łóżko...
Jest lepiej, ale szału nie ma.
I najgorsze jest to, że na zajęcia muszę chodzić... Bo codziennie mamy jakiś kartkówki i punkty trzeba zbierać żeby zaliczyć...
Oby przeszło szybciej niż zwykle!
Jest zimno, szaro i depresyjnie...
Niezależnie, ile na siebie włożę, i tak jest mi zimno...
I właściwie zawsze jesień oznacza chorobę.
Od wczoraj się męczę. Katar, kaszel, gorączka...
Teraflu, witamina C, Acatar, Otrivin, gorąca herbata, łóżko...
Jest lepiej, ale szału nie ma.
I najgorsze jest to, że na zajęcia muszę chodzić... Bo codziennie mamy jakiś kartkówki i punkty trzeba zbierać żeby zaliczyć...
Oby przeszło szybciej niż zwykle!
poniedziałek, 1 października 2012
Październik
Nie lubię tego miesiąca. Kojarzy mi się z taką aurą jaka była dzisiaj... Szaro, deszczowo, pochmurnie, dołująco, przytłaczająco... Brzydka jesień, taka, której nie znoszę...
W studia jako tako już się wdrożyłam, plan ogarniam, zajęcia w miarę. Nowa grupa całkiem w porządku, chyba nawet lepsza od poprzedniej... Okaże się z czasem :).
W ubiegłym tygodniu byłam na nowym stadionie na meczu - nie powiem, stadion fajny, robi wrażenie. Z chęcią jeszcze nie raz się tam wybiorę.
W weekend byłam w domu, ale to jakiś taki nijaki weekend był. Rozjazdowy, ciągle gdzieś, coś. Nic nie zrobiłam, nic nie odpoczęłam... Jedynie upolowałam buty, o których zawsze marzyłam. Które są szalenie piękne, a przy tym szalenie wysokie...
Dzisiaj do 17 byłam na uczelni, potem zakupy i sprzątnie pokoju. Za godzinę będzie siostra i nie będę już mieszkała sama. Super ;)
Blogosfera to cudowne miejsce, a blogowiczki to świetne babki :). Sprawa Asi i jej rodzinki uświadomiła mi, że jestem uzależniona najbardziej od blogów. Bo nawet z nieswojego komputera wchodziłam sprawdzić co nowego... Cały czas siedzi mi w głowie mała Li. Mała Wielka Kobieta :).
Jak pierwszy dzień na uczelniach, dziewczyny?
Słowo wyjaśnienia: "u mnie" zawsze zaczynamy wcześniej. I wcześniej też kończymy ;). Najpóźniej 17 czerwca rozpocznę wakacje. I tego się będę trzymać! Bo pogoda dzisiaj działa na mnie depresyjnie...
Buźka :*
W studia jako tako już się wdrożyłam, plan ogarniam, zajęcia w miarę. Nowa grupa całkiem w porządku, chyba nawet lepsza od poprzedniej... Okaże się z czasem :).
W ubiegłym tygodniu byłam na nowym stadionie na meczu - nie powiem, stadion fajny, robi wrażenie. Z chęcią jeszcze nie raz się tam wybiorę.
W weekend byłam w domu, ale to jakiś taki nijaki weekend był. Rozjazdowy, ciągle gdzieś, coś. Nic nie zrobiłam, nic nie odpoczęłam... Jedynie upolowałam buty, o których zawsze marzyłam. Które są szalenie piękne, a przy tym szalenie wysokie...
Dzisiaj do 17 byłam na uczelni, potem zakupy i sprzątnie pokoju. Za godzinę będzie siostra i nie będę już mieszkała sama. Super ;)
Blogosfera to cudowne miejsce, a blogowiczki to świetne babki :). Sprawa Asi i jej rodzinki uświadomiła mi, że jestem uzależniona najbardziej od blogów. Bo nawet z nieswojego komputera wchodziłam sprawdzić co nowego... Cały czas siedzi mi w głowie mała Li. Mała Wielka Kobieta :).
Jak pierwszy dzień na uczelniach, dziewczyny?
Słowo wyjaśnienia: "u mnie" zawsze zaczynamy wcześniej. I wcześniej też kończymy ;). Najpóźniej 17 czerwca rozpocznę wakacje. I tego się będę trzymać! Bo pogoda dzisiaj działa na mnie depresyjnie...
Buźka :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)
