Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aktualności. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 stycznia 2016

Witaj, 2016 :)

Na początku chciałabym Wam życzyć mnóstwa zdrowia i spełnienia marzeń. Tak, żeby Wam usmiechy nie schodziły z twarzy przez okrągły rok :).

Święta spędziłam w cudownej, rodzinnej atmosferze. Było mnóstwo radości, rozmów, zabaw z Siostrzeńcem. W pierwszy dzień M. przyjechał do mnie, w drugi pojechaliśmy do niego. Byłam też u Ojca. Było normalnie, porozmawialiśmy, cieszę się na to spotkanie. Obiecałam, że wkrótce znów go odwiedzę, tylko boję się czy znów nie zacznie swoich pretensji i kłótni o nic... Pożyjemy, zobaczymy...

Sylwestra spędziliśmy w... pracy, niestety. Ale na godzinę sobie usiedliśmy, pojedliśmy, wznieśliśmy toast bezalkoholowym szampanem, obejrzeliśmy fajerwerki i wróciliśmy do pracy. Mam postanowienie, że za rok wszystko, tylko nie praca w ten ostatni dzień roku.

Dzisiaj mija nam z M. 3 lata odkąd jesteśmy razem. Życzymy sobie kolejnych takich szczęśliwych, gdy zawsze bedziemy mogli na siebie liczyć. Poswiętowaliśmy wczoraj na łyżwach i kolacji. Wyjście z domku w taki mróz to niezły wyczyn:-).

Dzisiaj już niestety pora wrócić na uczelnię. Na szczęście tylko na dwa dni. A od jutra 5 dni z moim chrześniakiem. :-)

Trzymajcie się ciepło!

piątek, 11 grudnia 2015

Coraz bliżej święta...

Za dwa tygodnie Boże Narodzenie. Serio? Nie wierzę! Dokąd ten świat tak pędzi? Niedawno pluskałam się z Chrześniakiem w basenie w przydomowym ogrodzie a tu już połowa grudnia... Trochę boję się tych świąt. Pierwsze na nowym mieszkaniu, bez Ojca. Dotychczas, pomimo wszystko, w święta zawsze siedzieliśmy razem przy stole. Teraz już tak nie będzie. Teraz stać nas tylko na "cześć", ewentualnie na wymianę zamków w drzwiach domu, w którym nadal jestem zameldowana... Taki prezent mikołajkowy... Szkoda słów. Trzeba być silnym i dać radę. Z Małym święta będą super, bo ten Brzdąc daje tyle radości, że nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić. Raczkuje z prędkością światła, wstaje gdzie popadnie, chwilę już nawet sam potrafi stać. A przy tym pokazuje swój charakterek i urządza awantury po swojemu. Ale jak łapię za szyję i wtula we mnie swoje małe ciałko to wiem, że skoczę za nim w ogień :).

W mieszkaniu u mamy od poniedziałku stoi już choinka. Nieduża, ale ładna. Prezenty pod nią będą skromne, ale ważne, że będziemy świętować rodzinnie. Ważne, że będzie spokojnie, pysznie i z ludźmi, którzy się kochają i szanują.

Ostatni mój weekend trwał od piątku do wtorku, bo w poniedziałek brat się bierzmował, ja byłam świadkiem, więc do wtorku byłam w domu a z uczelni zwagarowałam :). Teraz trzeba te dwa dni odrobić, w poniedziałek będzie po wszystkim :).

Co poza tym? W pracy raz lepiej, raz gorzej, czyli standard. W szkole też jakoś leci, trzeba zakasać rękawy do roboty, bo magisterka daleko w lesie :).

Pozdrawiam serdecznie!

niedziela, 15 listopada 2015

Listopad

Chyba trzeba pogodzić się z faktem, że częściej niż raz na miesiąc to ja tu nie napiszę. Przynajmniej póki co, bo nigdy nie mówię nigdy;-).
Listopad póki co nastraja mnie pozytywnie i po kilku niemiłych październikowych newsach przynosi same dobre rzeczy. Problemy w pracy powoli ustąpiły, ale nie cieszę się póki co zbyt głośno.
Najbardziej jednak cieszy mnie moja mama. Wreszcie los się do niej uśmiecha. Przeszła ostatnio naprawdę sporo. Sprawy rozwodowe, piekło w domu, przeprowadzka, problemy zdrowotne, obawa o utratę pracy. Ale już wychodzimy na prostą. Rozwód orzeczony z winy Ojca. Mama zaklimatyzowana w nowym mieszkaniu, zaczyna spotykać się ze znajomymi, ma teraz czas dla siebie. Obawy o zdrowie okazały się niepotrzebne, praca też jest i będzie. Jedyny kłopot jest z Młodym. Ale to chyba normalne jak się ma w domu nastolatka;-). 
Na studiach też jakoś leci, powodów do narzekań nie mam. Powoli rozkręcam się z moją magisterką. 
Ostatnie kilka dni minęły w szaleńczym tempie. Miałam wolne od wtorku i ciągle coś się działo. Ale o tym opowiem Wam w kolejnym poście, bo dzisiaj muszę się jeszcze pouczyć na koło. Spodziewajcie się mnie, szybciej niż myślicie :)

czwartek, 15 października 2015

Post na życzenie ;)

Skoro Polly i Elsa stwierdziły,że będę się tu pojawiać raz na 5 miesięcy to muszę im udowodnić, że wcale nie! I piszę po niecałym miesiącu milczenia ;). I mam nawet całkiem dobrze usprawiedliwienie tego milczenia. Bo ja żyję teraz w takim biegu, że blog km ostatnie miejsce w jakim się pojawiam. Wychodzę z mieszkania po 7 wracam po 23 a częściej po 1. I tak w kółko do końca miesiąca. Nie licząc oczywiście wolnych weekendów. Ale wtedy to zabawy z Chrześniakiem i rodzina są na pierwszym miejscu, więc wybaczcie ;).
Mój promotor mnie ściga, że mam się za pracę zabrać. Książkę każe czytać, póki co ją wypożyczyłam, dobra jestem,nie? Nie rozumiem tego ciśnienia, wszyscy promotorzy tak nas gonią cały rok a my i tak napiszemy te pracę w dwa tygodnie. Standard znany od lat. Mi się tam nie spieszy póki co ;).
Za tydzień po raz trzeci będę wolontariuszem na zawodach dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie. Znacie pojęcie "obowiązkowy wolontariat"? Ja znam:). Dzisiaj mieliśmy na ten temat obowiązkowe spotkanie na którym nie powiedzieli nam nic nowego, nic czego bym nie wiedziała... No ale nic, byłam, przeżyłam, mam się dobrze ;). Po zajęciach popędziłam na busa, bo już dzisiaj zaczynam weekend i tym razem jadę na opolszczyznę do Chrześniaka;). Zdążyłam prawie na ostatnią chwilę, bo tramwaj na 30 minutowej trasie dołożył jeszcze ponad 10 minut opóźnienia i okazało się, że bus się zepsuł i nie pojedzie... Ale jeszcze jest stary poczciwy PKS, który co prawda jedzie trochę dłużej, ale jedzie. I jest 15 minut później niż bus. No to szybki telefon do M., bo dworzec autobusowy aktualnie zrównano z ziemią i nie wiedziałam skąd obecnie startują autobusy. Myślicie, że dwa biegi, co prawda na krótkim dystansie, ale z torbą i torebką, można uznać jako trening ;)? Koniec końców zdążyłam, jadę, mam WiFi i do Was piszę.
A właściwie pisałam, bo już mi się pomysły skończyły i zabieram się za czytanie książki.

Obiecuję, że niedługo się odezwę.

wtorek, 22 września 2015

5 miesięcy w jednym poście ;)

Ciężko się zebrać do pisania po takiej dlugiej przerwie. Nie wiadomo od czego zacząć, bo wszystko jest tak samo ważne. Ale po kolei.

4 rok studiów skończyłam bez problemów, z całkiem dobrą średnią. Teraz został mi ostatni, bardzo luźny jeśli chodzi o plan, rok. Tylko praca magisterska czeka na napisane. Ale mniej więcej zamysł już mam, więc się nie stresuje. Nie ja pierwsza, nie ja ostatnia. Dam radę :)!

Pod koniec czerwca pozbyłam się też samochodu. Więcej miałam z nim problemów niż korzyści, ciągle się psuł a naprawy były mega drogie. Miałam kupić coś innego,ale przez różne zawirowania rodzinne nie kupiłam i póki co nic nie kupuje. PKP, komunikacja miejska i rowery miejskie dają radę. A i mój portfel jest mi za to wdzięczny ;).

Mój kochany Chrześniak z leżącego bobaska zamienił się w ruchliwego chłopczyka. Ma już ponad 7 miesięcy, waży ponad 8kg, ma 2 zeby (dolne jedynki). Sam siedzi, przewraca się z brzucha na plecy i odwrotnie, zjada wszystko, co tylko dostanie do buzi. Uwielbia krem z dyni, który mu ciocia gotuje ;). Jest bardzo grzeczny, towarzyski, ciekawy wszystkiego i taki ładny. Dużo ludzi mówi, że jest podobny do mnie. Ostatnio nawet pani w sklepie powiedziała, że "mój synek to kopia mnie" ;). Dla mnie to wykapany tata, kwestia gustu.

Z M. układa nam się dobrze, nie ma na co narzekać. Zdarzają się też gorsze dni, ale zdecydowanie to tych lepszych jest więcej. To już ponad 2,5 roku związku, kawał czasu :). Znam Go już bardzo dobrze, rzadko udaje mu się mnie czymś zaskoczyć, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Przy Nim czuje się bezpiecznie, bo wiem,że zawsze mogę na Niego liczyć. I potrafi mnie rozśmieszyć jak nikt inny.

Wakacje minęły mi na pracy i wyjazdach. Do siostry, do domu, do M. U M. trochę sobie imprezowaliśmy, bo i wesele i 18 się trafiła. Byliśmy też nad morzem w lipcu. Pogoda trafiła nam się idealna. Codziennie na plaży, kąpiele w Bałtyku, wspólne grillowanie i wieczorne spacery. Byliśmy z moją siostrą, szwagrem, małym, moją mamą i moim bratem. Taki rodzinny wypad ;).

W pracy dobrze, zakończyłam już szkolenia i prowadzę teraz zmiany. Nie jest to praca spokojna, ale ja lubię jak dużo się dzieje. Poza tym lubię to miejsce i ludzi z którymi pracuje. Grafik mam super, pomimo pracy na prawie 3/4 etatu naprawdę miałam czas na odpoczynek i wyjazdy. Poza tym wypłaty dostaję całkiem nieźle, wystarcza na wszystko a i zaoszczędzić się trochę udaje. Póki co dobrze mi tam i nie zamierzam nic zmieniać. Pod koniec studiów przyjdzie czas na decyzję co dalej.

Wrzesień upływa pod hasłem przeprowadzki i urządzania nowego mieszkania mamy. Nawet nie wiecie jak ciężko jest spakować w kartony
ostatnie 15 lat i zacząć wszystko od nowa. Ale to już temat na osobny post.

Pozdrawiam Wam serdecznie!

niedziela, 22 marca 2015

Jak zwykle :)

Milion razy obiecywałam, i sobie, i Wam, że wrócę do regularnego pisania. Jakoś nic z tych obietnic nie wychodzi. Wydaje mi się, że w moim życiu nie dzieje się nic godnego opisania. A bloga zamykać nie chce. Mam jeszcze nadzieję, że wena powróci :).
Moje dni wyglądają bardzo podobnie. Rano jestem w szkole, popołudnia spędzam w pracy. Jak mam wolne to nie wiem w co ręce włożyć. Bałagan mamy często taki,że wstyd kogoś wpuścić do pokoju :).
Ostatnie dwa weekendy spędziłam oczywiście u siostry. Mój Siostrzeniec jest cudowny! Śliczny, bardzo absorbujący. Przy nim obalony zostaje mit, że małe dzieci tylko jedzą i śpią. On lubi się rozglądać, lubi jak się do Niego mówi, wodzi oczami za grzechotkami. Lubi jak ktoś przy Nim jest i wręcz kocha być na rękach. Sprzedaje cudowne uśmiechy, uwielbia się kąpać i krzyczy w niebogłosy przy przewijaniu:). Póki co uwielbia zabawy ze mną, uspokaja się u mnie prawie tak szybko jak przy mamie i widać, że przypadłam mu do gustu. Oby z wiekiem mu to nie minęło :). Wczoraj zabrałam Go na ponad 2 godziny na spacer. Jego rodzice w tym czasie posprzątali mieszkanie i zdążyli się za Nami stęsknić. A nam tak dobrze było razem, Mały cały czas spał, ja wygrzewałam sie w słońcu i nawet książkę poczytałam. Zdecydowanie Mały skradł moje serce i mam więcej niż jednego mężczyznę swojego życia ;).
W zeszły piątek w drodze do siostry miałam miłą przerwę. Kilka godzin spędziłam na pogaduszkach z Dagą. To już trzecia poznana na żywo blogerka! Takie spotkania są super, bo zawsze na początku obawiam się jak to będzie a po 5 minutach mam wrażenie, że znamy się od lat. Czytając bloga można kogoś naprawdę dobrze poznać. Mam nadzieję, że na takie spotkania będzie i chęć i czas :).
W pracy w porządku. Powoli wdrażam się w nowe obowiązki. Muszę się wdrażać trochę szybciej, bo już w kwietniu mam samodzielnie prowadzić zmiany a w maju czeka mnie jeszcze szkolenie z zarządzania zespołem. Teraz dużo nowych rzeczy, praca znów mnie zaskakuje, póki co jestem zadowolona :).
Pozdrawiam Was serdecznie!

poniedziałek, 2 marca 2015

Marcowo

I kolejny miesiąc za nami. Teraz tylko trzeba cierpliwie poczekać na wiosnę, taką prawdziwą ;).
Jak Wam minął weekend? Odpoczęłyście?
Ja już na dobre wróciłam do pracy, ale nie narzekam. Tyle odpoczywałam, najwyższa pora popracować:). Wczoraj zaliczyłam swój debiut w roli managera. Nie było źle. Właściwie póki co niewiele się zmieniło. Więcej mi wolno, inaczej się ubieram i inaczej traktują mnie inni managerowie. Na prawdziwe zmiany przyjdzie wkrótce czas :).
Poza pracą mam jeszcze uczelnie na której idzie mi świetnie. Same 5 wpadają, normalnie żyć nie umierać :). Dobrze,że pod koniec moje studia pokazują,że da się je lubić. Oczywiście są jeszcze tacy prowadzący, którzy tylko psują nam krew, przecież idealnie być nie może.
W czwartek mamy zapisy na praktyki pedagogiczne. Wiecie jak to wygląda w praktyce? Ludzie koczują pod budynkiem od 3-4 w nocy żeby o 8 zapisać się do dobrze zlokalizowanych szkół. Dramat... Sama zastanawiam się co zrobić. Nie chce popadać w paranoję, ale zależy mi żeby zapisać się do szkoły, którą mam niedaleko mieszkania... Do czwartku jeszcze trochę czasu jest, trzeba opracować strategię :).
Miłego tygodnia!

piątek, 20 lutego 2015

W podróży

Siedzę w pociągu, za szybą mam krajobrazy Dolnego Śląska. Za chwilę wjadę na Opolszczyznę. Niesamowite, jak zielone są już pola, jakby za chwilę miała być wiosna... Pewnie już wiecie dokąd jadę. Oczywiście, do Siostry:)! Chociaż może lepiej pasuje stwierdzenie,że jadę do Siostrzeńca, bo to ze spotkania z nim najbardziej się cieszę.
Mam za sobą bardzo udany tydzień. Zajęcia na uczelni się rozpoczęły, ale wydaje mi się,że będzie to dość przyjemny semestr. Oby moje przeczucia się spełniły.
W tym tygodniu miałam jeszcze wolne od pracy, więc mogłam sobie troszkę poodpoczywać. Chociaż powiem szczerze,że już w środę bardzo się nudziłam i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. M. pojechał od kilka dni do domu a ja wysprzątałam pokój na błysk. Jeszcze po weekendzie umyję okno, wypiorę zasłonki i wiosenne porządki będą z głowy. Chociaż może jeszcze w szafie poukładam... Zobaczymy:)!
Te wolne dni pozwoliły mi też na spotkanie przy kawie i pogaduszki z Elsą. Oczywiście tematem przewodnim byli nasi Siostrzeńcy :). Wczoraj za to byłam z kolegą u optyka. Chciał żebym pomogła  wybrać mu okulary, bo wg niego okulary dla M. dopasowałam idealnie. To wyjście uświadomiło mi, że M. jest super konkretnym facetem i podejmuje decyzje błyskawicznie. Bo jak się słyszy od faceta po raz 10 czy 15, że okulary są super,ale to nie do końca to, bo sam nie wie co, to się nóż w kieszeni otwiera :). Ale ja jestem super cierpliwa i wyrozumiała i doczekałam się decyzji-okulary zostały wczoraj kupione.
Wieczór za to spędziłam przy winie ze współlokatorką. Oblałyśmy mój awans i jej studia magisterskie na które się dostała po obronie inżyniera :). Siedziałyśmy i gadałyśmy do 1. Później źle ustawiłam budzik i rano zamiast prawie 1,5h miałam 20 minut do autobusu a musiałam się ogarnąć i spakować na cały weekend :). Ale kto jak kto, ja zdążyłam.
Życzę Wam udanego weekendu!
Buźka!

wtorek, 10 lutego 2015

Z tarczą ;)

Zdałam ten nieszczęsny egzamin. I wszystkie inne też :P. Tyle co się uczyłam przez ostatnie dwa tygodnie to chyba jeszcze nigdy się nie uczyłam. A może do matury? Masakra! Każdą wolną chwilę spędzałam z nosem w książce. Ja już ją fragmentami to na pamięć znałam :P. Najważniejsze, że poszło i teraz mam tydzień żeby odpocząć i z nową siłą ruszyć do boju o magistra :).
Od wczoraj odpoczywam sobie w domu i jest super :).
A jeśli chodzi o wieści chrześniakowe, Dagmaro, to nie powiem Ci nic ciekawego :P. Siedzi w brzuchu i ani myśli wychodzić póki co. Nie wiem, może się śniegu wystraszył? W każdym razie ma jeszcze tydzień na wyjście samemu a potem to już mu pomogą :P. Póki co wykazuje się mega grzecznością i słucha taty, który ma w pracy urwanie głowy i prosił Młodego żeby do środy jeszcze nie wychodził :P. Jutro jest środa, może później wyjdzie :P?

Buziaki!

wtorek, 13 stycznia 2015

Styczeń w zdjęciach

Witajcie w nowym roku!
Długo mnie nie było, bo wraz ze starym rokiem odeszła moja wena i nie miałam ochoty żeby pisać... Nawet przez jakiś czas rozważałam zakończenie mojej przygody z blogowaniem... Póki co jednak zostaję i nadrabiam zaległości ;).

Na początek stycznia przypada nasza rocznica. Moja i M. 4 stycznia świętowaliśmy wspólne 2 lata.
Najpierw była kolacja na mieście - rybka, czyli to co M. bardzo lubi ;)

A później bardziej romantycznie, w mieszkaniu :).

Prawie tydzień spędziłam u siostry. Podglądałam Chrześniaka na USG 3D, pomagałam w kompletowaniu jego wyprawki. Trzeba też było przygotować ciuszki dla niego ;)
Najpierw pranie...
... później prasowanie i układanie w szafie :).
Takie to wszystko rozkosznie malutkie i pięknie pachnie ;):)
Kupiłam też Młodemu łóżeczko i pomogłam w jego montażu ;). Poszło nam ze szwagrem błyskawicznie :P.


 Dopilnowałam też żeby rodzice zamówili pierwszą brykę swojego syna - żeby nie musiał byle czym wracać do domu ze szpitala ;).

W międzyczasie gotowałam też obiadki :) i ogólnie bardzo miło spędzałam czas :).


6 stycznia cieszyłam się zimą we Wrocławiu - niestety tylko przez chwilę.

A poza tym "męczyłam" książki Musierowicz i już tylko dwie zostały mi do końca tej serii.






Ale może to i dobrze, bo sesja nadchodzi wielkimi krokami i trzeba wziąć się za naukę ;).

Buziaki!




środa, 19 listopada 2014

Ze skrajności w skrajność :)

Pochwaliłam się leniuchowaniem to musiałam swoje przepracować :P. 61 godzin w 6 dni, ma się ten talent. Do tego jeszcze dzienne studia i człowiek zapomina jak się nazywa :). W moim życiu czas nudy i spokoju dawno przeminął i wydaje mi się, że bezpowrotnie...

W pracy się dzieje. Niby mam tylko 0,5 etatu, ale spędzam tam trochę więcej godzin czy chcę czy nie :P. A zazwyczaj chcę, bo dzięki temu mam więcej pieniędzy. Już myślę o grudniowym wolnym, chciałam mieć wolne w dniach 20-28, ale kiero się zbuntował. No tak, knajpa beze mnie w dwa weekendy padnie :P. Powiedziałam, że spoko, mogę pracować do 22.12, ale niech da mi wolne jeszcze 6-7 grudnia. Chyba się zgodził, bo nic nie odpisał. :P. Teraz się z tego śmieję, ale wczoraj klęłam na czym świat stoi. Bo zawsze jak już sobie coś zaplanuje to oni mi te plany muszą pokrzyżować...

Na studiach jakoś leci, w sumie teraz mam w miarę spokojny okres. Wkurzają mnie ciągłe prace w grupie, bo dziewczyny mam średnie, jedna się przykłada a dwie pozostałe mają to gdzieś i jak ja czegoś nie dopilnuje to jest lipa... Np ostatnio babka obniżyła nam ocenę, bo się spóźniłyśmy z projektem... o dwie minuty... Dziewczyna, która miała go wysłać wysłała za późno, bo straciła poczucie czasu pod prysznicem... Czujecie to? Ręce i cycki mi na to opadają ;)!

Wczoraj w ramach odstresowania po smsach od kierownika wybrałam się do Rossmanna żeby skorzystać z tej promocji na artykuły do makijażu. Kupiłam sobie kilka pierdółek, które dzisiaj przetestowałam i jestem mega zadowolona z efektu :). W ogóle muszę się częściej malować i ubierać w kiecki, bo tylu komplementów co dzisiaj to już dawno nie słyszałam :). My kobiety... ;D

Na koniec jeszcze wieści odchrześniakowe. Mały konik waży już 1200 gram i ma się świetnie. Wg licznika jeszcze 90 dni do spotkania, wg doktorka jakieś 80. Podobno może się pojawić już 7 lutego. A ja coś czuję, że on wyjdzie z brzucha jak się dowie, że ciotka zdała ostatni egzamin i ma teraz czas żeby się nim zachwycać ;).

Buziaki!

wtorek, 4 listopada 2014

Tyle się dzieje...

Nie wiem sama od czego powinnam zacząć, tak dawno nie pisałam. Może na początek powiem Wam,że ten nieszczęsny projekt jakimś cudem zaliczyliśmy na 3,5? Nie wiem jak to zrobiłyśmy,ale najważniejsze,że mamy to już z głowy ;).
W piątek pracowałam do północy, chciałam wyjść wcześniej,ale ruch był taki,że nie było szans. Po pracy wsiadłam do auta i w drogę do domu. Bałam się trochę,że po 12h w pracy będę zmęczona i niebezpiecznie będzie jechać samej 160km. Ale tak się nakręciłam,że jechało mi się wspaniale. Niestety do czasu... Dokładnie w połowie drogi,gdy do domu miałam 80km, auto samo zaczęło mi zwalniać, pomimo tego,że trzymałam nogę na gazie. Od razu rzut oka na kontrolki-nic nie świeci. Wskazówka prędkości szła w dół, wskazówka temperatury silnika w górę. Wystraszyłam się. Pierwsza myśl-trzeba się zatrzymać. Patrzę na znaki: stacja benzynowa za 2km. Jakoś dojade,nie mam wyjścia. Zanim dojechałam była zatoczka awaryjna. Zatrzymałam się w niej, wyłączyłam samochód i spod maski zaczął wydobywać się dym. Wystraszyłam się jeszcze bardziej, podniosłam maskę-tylko dym. Milion myśli w głowie. 1:30 w nocy a ja sama na środku autostrady. Co robić? Sprawdziłam płyn do chłodnicy-brak. Miałam butelkę wody mineralnej-wlałam ja do środka. Złapałam za telefon i zadzwoniłam do taty. Szybkie rozeznanie w sprawie-poszła pompa wodna. Tato był koło Drezna,za 1,5 godziny miał po mnie być. Niebezpiecznie stać na autostradzie,więc poczekałam aż silnik ostygnie i podjechałam do tej stacji. Sprawdziłam-znów pusty zbiórk płynu do chłodnicy. Kupiłam sobie kawę i butelkę wody. Kawą się rozgrzałam, wodę wlałam do zbiornika-zaczęła wypływać z drugiej strony. Wsiadłam do auta, poinformowałam tatę co i jak,zamknęłam się od środka i czekałam. Świadomość,że ktoś po mnie jedzie,że za chwilę nie będę sama sprawiła,że przestałam się bać. Siedziałam sobie spokojnie,grałam w gry na telefonie;). O 3 tato już był. Szybki rzut oka pod maskę i mamy diagnozę-to nie pompa. Odłączył się przewód odprowadzający płyn z silnika do chłodnicy-układ zamknięty nie był już zamknięty i płyn się wychlapał. Mechanik,który robił remont auta prawdopodobnie założył przewód,ale nie zacisnął opaski. Tato prowizorycznie to przymocował i zarządził,że jedziemy do domu. Ja pierwsza,on za mną. Dzwonił do mnie co 10-15minut i pytał jak się czuje,jak auto, jak temperatura. Widać, że się przejął. O 4:30 bezpiecznie dotarliśmy do domu.
Weekend minął miło i za szybko,jak zawsze. Auto zostało przejrzane i bez problemu wróciłam nim do Wrocławia. Ogłosiłam na fb,że jadę i szybko znalazłam chętnych. Ja jechałam taniej i było mi raźniej, oni nie tłoczyli się w pociągach.
A dzisiaj miałam prowadzenie zajęć. Niby nic nowego. Od pierwszego roku studiów prowadzę zajęcia. Miałam praktyki w podstawówce i gimnazjum,czyli prowadzenia to dla mnie chleb powszedni. A mimo to dzisiaj się stresowałam. Dlaczego? Bo były to zajęcia z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie. Dzieci były różne. Cudowne i bardzo trudne. Komunikujące się i nie. Niektóre nawet nie mówiły totalnie nic,wydawały z siebie bliżej nieokreślone dźwięki. Na początku się denerwowałam. Jednak jak tylko zaczęłam mówić stres poszedł w zapomnienie a ja czułam się tam super:). Śmiałam się, bawiłam z nimi i nawet nie wiem kiedy ta lekcja minęła. Dzięki temu wiem już jaką specjalność wybrać. Jutro mam zapisy, do tej pory się wahałam. Teraz już jestem pewna,że biorę dzieci z niepełnosprawnością intelektualną :).

wtorek, 14 października 2014

Studenckie życie.

Mówiłam, że żyję intensywnie? Kłamałam :P.
W środę po zajęciach byliśmy z M. i znajomymi na piwie, w czwartek od 7 rano byłam w pracy a potem do późna na grillu ze znajomymi ze starej pracy.
Piątek, sobota i niedziela minęły w pracy. Takiego ruchu jak w te dni to ja dawno nie pamiętam. W piątek stałam na McDrive i miałam tyle aut, że zapominałam jak się nazywam. Leciałam sobie wstawić frytki, zderzyłam się z M. i ta słuchawka do przyjmowania zamówień, którą miałam na głowie zsunęła się prosto do gorącego oleju :P. M. szybko spuścił ten olej i wyłowił słuchawkę :P. Teraz wszyscy się z nas śmieją, że chcieliśmy usmażyć słuchawkę na chrupiąco. M. przyznał mi się w mieszkaniu, że po mojej minie i reakcji miał przez chwilę wrażenie, że wsadzę rękę w ten olej żeby to ustrojstwo wyłowić :P. Instynkt samozachowawczy u mnie działa, zaglądnęłam tam tylko po to żeby zobaczyć czy nie wystaje przypadkiem jakaś część za którą można by to chwycić i wyciągnąć ;).
Wczoraj od 8 do 15 byłam na uczelni. A wieczorem byliśmy na parapetówce u chłopaków z pracy. Starzeję się chyba, bo jakoś nie robią na mnie już wrażenia popijawy do upadłego połączone z paleniem jakiegoś dziadostwa. M. miał dzisiaj na 7.30 na uczelnię, więc zwinęłam go przed północą i wróciliśmy do domu żeby trochę odespał, bo też miał trochę w czubie :P. W ogóle jestem tak przemęczona tym wariackim życiem ciągle w biegu, że nie macie pojęcia. Ciągle chce mi się spać, ciągle jestem zmęczona... Jutro na szczęście mam na uczelnię dopiero na 13, więc trochę się wyśpię. Przynajmniej taki jest plan ;).
A w sobotę przeszedł mi koło nosa panieński mojej najlepszej koleżanki ze studiów. Dostałam zaproszenie, ale niestety pracowałam w sobotę do 23 a panieński odbywał się 100km od Wrocławia, więc nie było szans żebym się pojawiła. Tzn szanse byłyby ogromne gdybym wiedziała nieco wcześniej i zgłosiła, że chcę wtedy wolne... Mówiłam koleżance już dawno z jakim wyprzedzeniem muszę to wiedzieć. Później jakoś nie podejmowała tematu to myślałam, że się rozmyśliła ze względu na źle przechodzoną ciążę... Jak już miałam grafik w pracy to skontaktowała się ze mną jej siostra, że za dwa tygodnie robi ten panieński i czy będę... Sorry, jak dla mnie za późno. Trudno.
W ten weekend znów dużo pracuje. Wypłata w końcu sama się nie zarobi ;P. Za to następny mam wolny i będę miała gości :). Przyjeżdża siostra z mężem i mamy w planach poszukiwania wózka dla Chrześniaka :). Zważywszy na to, że głównym kryterium mojej siostry jest kolor to zapowiada się ciekawie ;).

Miłego tygodnia

niedziela, 21 września 2014

Skoro świt :)

Ne pamiętam kiedy ostatnio z własnej woli byłam na nogach przed 7 rano... Spała u mnie koleżanka, która w ten weekend zaczęła zaoczne studia na moim kierunku. Wstałam z nią, zrobiłam jej śniadanie (o ciężarne trzeba dbać :)), herbatkę do termosu i wyprawiłam ją na wykłady. Teraz mam chwilę da siebie, bo do pracy idę dopiero na 10 :). Na samą myśl już mi się nie chce. Ostatnimi czasy organizacja w pracy leży i kwiczy, bo kierownik na urlopie i każdy robi to, co mu się podoba. Jeśli chodzi o moją kwestię to ja też na tym cierpię, bo brakuje mi sprzętu to organizacji przyjęć urodzinowych. Zgłaszam te braki dwóch tygodni (w pewnych kwestiach to nawet od 2 miesięcy), ale nikt sobie nic z tego nie robi. Jak przychodzi co do czego to ja się muszę martwić, kombinować, płuca wypluwać. A wczoraj był hit sezonu, bo ktoś tak genialnie przyjmował zgłoszenia, że nagle miałam dwa przyjęcia do poprowadzenia jednocześnie...

Od jutra ja zaczynam swoją przygodę z magisterką. Najpierw zebranie organizacyjne, potem w czwartek immatrykulacja i od poniedziałku jazda :). po drodze weekend w domu żeby jeszcze ostatni raz podładować akumulatory. Ponad dwa miesiące wolnego od studiów a zleciało jak dwa tygodnie... Teraz tylko patrzeć jak I semestr studiów zleci i zaraz będę już prawie po studiach :P.

Byłam od środy u siostry. Pooglądałam zdjęcia z bajecznej Turcji, zobaczyłam na własne oczy, że wreszcie widać jej ciążę. Trochę ją porozpieszczałam obiadkami, ona mnie deserami :), pospacerowałyśmy, doglądałyśmy jej chorego męża. Gwóźdź programu to 3 delikatne kopniaki od Chrześniaka specjalnie dla cioci :)

Ostatni post zniknął równie szybko jak się pojawił :). Napisałam głupoty, pod wpływem chwili. Wystarczyło przewietrzyć umysł na rowerze żeby stwierdzić, że to co napisałam było strasznie głupie :). Trzeba żyć chwilą i wierzyć, że na wszystko w życiu przyjdzie odpowiedni czas.

Miłego dnia!

poniedziałek, 15 września 2014

Tydzień

Pozostał mi ostatni tydzień wakacji. Takich wakacji bez studiów. Później już tydzień organizacyjny i od nowa cały ten kołowrotek ;).
A tak mi dobrze w domku! Śpię sobie długo, gotuję obiadki, plotkuję z Mamcią przy kawie albo "na kijach" ;). Wygłupiam się z Młodym, trochę sprzątam. Odpoczywam!
W środę jadę do siostry, wróciła wreszcie z wczasów w Turcji! Stęskniłam się za nimi! Pora zobaczyć opaleniznę, zrobione przez nich zdjęcia i sprawdzić czy Siostrze faktycznie brzuch prawie nie rośnie... :).
Miałam kilka planów na te wakacje. Odpoczęłam, posprzątałam gruntownie swój pokój, wyleczyłam zęby u dentysty, spotykałam się z kumpelą, byłam aktywna, bo i ćwiczyłam sobie w domu i chodziłam z kijami. Nie byłam za to u kosmetyczki, nie poodwiedzałam wszystkich z rodziny i nie pojeździłam na rowerze... Ale mam jeszcze dwa dni, więc wszystko przede mną ;).

Ściskam!

wtorek, 9 września 2014

Przychodzi baba do lekarza...

Znacie kawały z tego cyklu? Otóż ja byłam dzisiaj tą babą i wcale do śmiechu mi nie było. Ale od początku.

Jakiś czas temu, przy okazji badań okresowych u lekarza medycyny pracy, lekarka wykryła u mnie szmery serca. Wysłała mnie na EKG, które nic nie wykazało. Lekarka powiedziała, abym dla pewności poszła do kardiologa zrobić USG serca. Dla mnie temat był zamknięty,jednak gdy wygadałam się w domu mama z siostra kazały mi iść do tego kardiologa...

Marudziły mi w kółko,aż dla świętego spokoju w lutym, po dostaniu skierowania od lekarza rodzinnego, zarejestrowałam się na... koniec września :). Przez te pół roku miałam się dobrze, właściwie nie myślałam o tej wizycie, przypominałam sobie o niej tylko podczas przeglądania kalendarza. Na początku sierpnia zadzwoniła do mnie bardzo miła pani,która poinformowała mnie,że pan doktor od połowy września idzie na urlop i moją wizytę trzeba przełożyć. Podała mi kilka terminów z czego najbardziej odpowiadał mi dzień dzisiejszy o 7.30.

Wstalam o 6, zjadłam śniadanie, uszykowałam się i kilka minut przed 7 wyjechałam z mieszkania. Na miejscu byłam przed czasem,ale miałam problem żeby gdzieś zaparkować. W efekcie weszłam do kliniki o 7.33 i na wejściu przeprosiłam za spóźnienie. Pani w rejestracji była wyraźnie zdziwiona moją obecnością... Poszła z kwaśną miną do pana doktora a ja już wiedziałam,że to będzie wizyta z przygodami...

Po chwili pan doktor wyszedł z gabinetu z tekstem "Pani to się chyba spóźniła". Powiedziałam,że już za to przeprosiłam,że nie miałam gdzie zaparkować. Pana doktora to nie interesowało, powiedział,że tu są kolejki i możemy się umówić na kiedy indziej. Wściekłam się jak nie wiem,ale nie ruszyłam się z miejsca. Pan doktor wrócił do gabinetu,ale nie zamknął drzwi,więc świetnie słyszałam jego rozmowę z panią z rejestracji. Pani była oburzona,że nie ma zielonego pojęcia dlaczego Monika zarejestrowała mnie na 7.30 skoro przyjmują od 8, poza tym to coś dziwnego,że rejestrowałam się miesiąc wcześniej i mam wizytę bez kolejki... Wtedy coś mnie trafiło. Weszłam do tego gabinetu i powiedziałam,że rejestrowałam się ponad pół roku temu a miesiąc temu to do mnie dzwonili żeby zmienić termin,bo lekarz sobie idzie na urlop... Powiedziałam,że mi dzisiejszy termin średnio pasował,że musiałam zmienić swoje plany żeby tu być. I że średnio mnie interesuje urlop lekarza, mógł go zaplanować wcześniej zanim zapisano ludzi na ten termin. Oboje zrobili głupie miny, lekarz stwierdził,że dobrze, on już mnie przyjmie... Pani sobie poszła, a on przygotował sprzęt.

W trakcie wywiadu pytał między innymi czy choruję na nadciśnienie. Powiedziałam,że raczej niedociśnienie... Lekarz postanowił to zbadać. Stwierdził,że ciśnienie mam super, 120/70. Tylko na niego popatrzyłam i pomyślałam sobie,że gdyby mnie tak nie wkur...li to miałabym niższe. Potem zrobił mi to USG i stwierdził,że są jakieś szmery,ale są to szmery niewinne,które występują u 10% ludzi i nie wymagają specjalnej troski ani dalszej diagnostyki. Wypisał mi orzeczenie i się pożegnał. Wyszłam stamtąd z podwójną ulgą. Po pierwsze jestem zdrowa, po drugie nigdy więcej nie muszę tam wracać... Chociaż gdybym musiała się leczyć to i tak bym poszła gdzieś indziej. Po tym jak mnie potraktowali nigdy więcej moja noga tam nie postanie a na pana doktora napiszę kilka słów w odpowiednim miejscu...

Po wyjściu z gabinetu usiadłam na chwilę w poczekalni żeby spakować rzeczy do torebki. W tym czasie pan doktor poprosił do gabinetu osobę z godziny 8.00. Spojrzałam na zegarek. Była 7.55. Moje spóźnienie faktycznie było podstawą do odmówienia mi wizyty... Miał na mnie przewidziane 30 minut, zdążył w 20. W tym jeszcze debatował z panią z rejestracji i dyskutował ze mną... To jest właśnie polska służba zdrowia. Nie płacisz prywatnie to Cię nie szanują... Dobrze,że mam to za sobą ;)!

Teraz dla relaksu przyszłam sobie na kawę a za godzinę idę wykorzystać groupon urodzinowy od siostry i szwagra. Mam do wyboru kilka zabiegów,chyba zdecyduję się na mikrodermabrazje z sonoforezą i kwasem hialuronowym. Zaraz po tym jadę w odwiedziny do mojej koleżanki ze studiów. Tej,która jest w ciąży;).
Dzień tylko zaczął się źle, teraz będzie już tylko lepiej;).
A wieczorem będę już plotkować w domu z mama:)!

Miłego dnia!

piątek, 18 lipca 2014

Nadal w biegu...

Chyba na stałe muszę przerzucić się na pisanie postów na telefonie,bo na nic innego póki co nie mam czasu. Ja zwyczajnie nie umiem chyba żyć spokojnie;). Studia mam z głowy,została mi tylko praca, teoretycznie powinnam mieć więcej wolnego, w praktyce bywam w mieszkaniu jeszcze rzadziej niż zwykle. Właściwie w mieszkaniu tylko śpię:). Do piątku pracuje w godzinach 16-24, czyli wstaje rano,robię coś na szybko do jedzenia i zabieram Młodego w miasto. A to zakupy,a to wypad nad wodę... Potem czas z Młodym spędza M.,bo ja pedze do pracy. I dni mijają;)! Jutro jedziemy do mnie na uczelnie odebrać zaświadczenie o ukończeniu studiów a potem chcemy wypróbować nową, podobno genialną, lodziarnię;). W sobotę jedziemy razem z Młodym do mojej siostry. Wreszcie będzie czas na prawdziwy relaks i robienie tylko tego,co chcę a nie to,co muszę. Poza tym muszę zobaczyć najnowsze zdjęcia Chrześniaka,który ponoć strasznie się wiercił na ostatnim USG. Aż żal,że tego nie widziałam. Następnego badania nie odpuszczę;)!
Od soboty zaczyna się też moje wolne,minimum do końca miesiąca. W sierpniu zamierzam pracować tylko tydzień,więc zapowiada się długi wypoczynek. Nie mogę się doczekać!

poniedziałek, 14 lipca 2014

Po weekendzie

Mam taką fajną aplikację w telefonie do pisania postów to ją wreszcie wypróbuję;)! Proszę państwa oto pierwszy post pisany z autobusu,w drodze do pracy!

Weekend miałam wolny, tak jak pisałam wcześniej świętowałam obronę. Przyjechali moi rodzice z bratem i siostra z mężem. Byliśmy na kolacji,na na lodach, na pokazie fontanny multimedialnej,na spacerze. Wczoraj w już nieco okrojonym składzie byliśmy też nad wodą korzystać z pogody. Cudowny weekend;)!

Brat został u mnie,będzie do soboty. Wczoraj obejrzeliśmy sobie mecz a dzisiaj od rana walczyliśmy z przeprowadzką. W tej walce gdzieś zginął jeden komplet kluczy od mieszkania, mam nadzieję,że tylko chwilowo i wkrótce się odnajdzie;). W szoku jestem ile rzeczy,potrzebnych lub mniej, mieliśmy w tym małym pokoju. Masakra jakaś! Na szczęście już z większością się uporaliśmy. Teraz mogę już sobie wygodnie mieszkać w większym pokoju;)!

Życzę Wam miłego popołudnia!

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Jest dobrze!

Najcięższe egzaminy w tej sesji mam już za sobą. Jeden zdany na 4, drugi chyba też zdany. Przynajmniej mam taką nadzieję :). Zostały mi 3 łatwiejsze egzaminy plus obrona. Dam radę:)!
Weekend spędziłam w domu, nie powiem żebym odpoczęła, ale przynajmniej się wyspałam :P.
Mam dzisiaj genialny humor, bo wszystko świetnie się układa. Po pierwsze udało się przełożyć Chorwację na sierpień i bez stresu o egzaminy na magisterkę mogę sobie jechać wypoczywać. Po drugie połowę lipca mam wolną od pracy, już milion planów rodzi mi się w głowie co z tym czasem zrobić ;). Po trzecie dokładnie w dniu mojej obrony zwalnia mi się pokój i mogę się przeprowadzać. Normalnie nie mogę się doczekać.
A na koniec zostawiłam najlepsze. W sobotę dowiedziałam się, że w lutym doczekam się Chrześniaka albo Chrześnicy. Ale się cieszę! To zdecydowanie jest największy news tego roku patrząc na to jak moja siostra wzbraniała się przed rodzicielstwem w najbliższym czasie. Los kolejny raz pokazał, że plany planami a życie życiem... Teraz najważniejsze żeby wszystko było w porządku a potem to już oszaleję na punkcie tego Maleństwa ;). A najlepsze w tym wszystkim jest to, że ja ze swoim zamiłowaniem do dzieci i zainteresowaniem tym tematem jestem dla mojej siostry wiarygodnym źródłem informacji. I jak to szwagier powiedział "wiedzę już masz, praktyki nabierzesz przy naszym, a z twoim to już ci pójdzie jak z płatka" :).

wtorek, 17 czerwca 2014

O planach na wakacje :)

Korzystając z faktu, że skończyłam dzisiaj prace prawie 4 godziny niż to było w planie napiszę Wam co u mnie :). Właściwie zaliczyłam wszystkie przedmioty i została mi tylko sesja do zdania. Jutro mam pierwszy egzamin - praktyczny na instruktora fitnessu :). Potem od poniedziałku sesja, zdam 4 egzaminy i będę miała czas żeby się zająć przygotowaniami do egzaminu licencjackiego :). Ten już 11 lipca. W wakacje planuję trochę odpocząć. Będę pracować tylko na 1/2 etatu a resztę czasu zamierzam spędzić w domu/u siostry/ w podróży. Może uda mi się spotkać z częścią z Was :)? Bardzo bym chciała!
Mam też w planach wyjazd do Chorwacji, ale całkiem prawdopodobne, że te plany pokrzyżuje mi moja uczelnia, która egzamin sprawnościowy na magisterkę zaplanowała w tym samym czasie co ja planowałam wyjazd... Pożyjemy zobaczymy co z tego wyniknie. Najwyżej pojadę sobie z M. gdzieś w Polskę na krócej niż 2 tygodnie.
Za jakiś miesiąc czeka mnie też przeprowadzka... do pokoju obok :P. Będę miała większy i ogólnie lepszy pokój, nie mogę się już doczekać!
Jutro jadę do domku, cały długi weekend mam wolny. Akurat będzie czas żeby trochę wypocząć i wziąć się za naukę :)