Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 stycznia 2016

Witaj, 2016 :)

Na początku chciałabym Wam życzyć mnóstwa zdrowia i spełnienia marzeń. Tak, żeby Wam usmiechy nie schodziły z twarzy przez okrągły rok :).

Święta spędziłam w cudownej, rodzinnej atmosferze. Było mnóstwo radości, rozmów, zabaw z Siostrzeńcem. W pierwszy dzień M. przyjechał do mnie, w drugi pojechaliśmy do niego. Byłam też u Ojca. Było normalnie, porozmawialiśmy, cieszę się na to spotkanie. Obiecałam, że wkrótce znów go odwiedzę, tylko boję się czy znów nie zacznie swoich pretensji i kłótni o nic... Pożyjemy, zobaczymy...

Sylwestra spędziliśmy w... pracy, niestety. Ale na godzinę sobie usiedliśmy, pojedliśmy, wznieśliśmy toast bezalkoholowym szampanem, obejrzeliśmy fajerwerki i wróciliśmy do pracy. Mam postanowienie, że za rok wszystko, tylko nie praca w ten ostatni dzień roku.

Dzisiaj mija nam z M. 3 lata odkąd jesteśmy razem. Życzymy sobie kolejnych takich szczęśliwych, gdy zawsze bedziemy mogli na siebie liczyć. Poswiętowaliśmy wczoraj na łyżwach i kolacji. Wyjście z domku w taki mróz to niezły wyczyn:-).

Dzisiaj już niestety pora wrócić na uczelnię. Na szczęście tylko na dwa dni. A od jutra 5 dni z moim chrześniakiem. :-)

Trzymajcie się ciepło!

wtorek, 22 września 2015

5 miesięcy w jednym poście ;)

Ciężko się zebrać do pisania po takiej dlugiej przerwie. Nie wiadomo od czego zacząć, bo wszystko jest tak samo ważne. Ale po kolei.

4 rok studiów skończyłam bez problemów, z całkiem dobrą średnią. Teraz został mi ostatni, bardzo luźny jeśli chodzi o plan, rok. Tylko praca magisterska czeka na napisane. Ale mniej więcej zamysł już mam, więc się nie stresuje. Nie ja pierwsza, nie ja ostatnia. Dam radę :)!

Pod koniec czerwca pozbyłam się też samochodu. Więcej miałam z nim problemów niż korzyści, ciągle się psuł a naprawy były mega drogie. Miałam kupić coś innego,ale przez różne zawirowania rodzinne nie kupiłam i póki co nic nie kupuje. PKP, komunikacja miejska i rowery miejskie dają radę. A i mój portfel jest mi za to wdzięczny ;).

Mój kochany Chrześniak z leżącego bobaska zamienił się w ruchliwego chłopczyka. Ma już ponad 7 miesięcy, waży ponad 8kg, ma 2 zeby (dolne jedynki). Sam siedzi, przewraca się z brzucha na plecy i odwrotnie, zjada wszystko, co tylko dostanie do buzi. Uwielbia krem z dyni, który mu ciocia gotuje ;). Jest bardzo grzeczny, towarzyski, ciekawy wszystkiego i taki ładny. Dużo ludzi mówi, że jest podobny do mnie. Ostatnio nawet pani w sklepie powiedziała, że "mój synek to kopia mnie" ;). Dla mnie to wykapany tata, kwestia gustu.

Z M. układa nam się dobrze, nie ma na co narzekać. Zdarzają się też gorsze dni, ale zdecydowanie to tych lepszych jest więcej. To już ponad 2,5 roku związku, kawał czasu :). Znam Go już bardzo dobrze, rzadko udaje mu się mnie czymś zaskoczyć, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Przy Nim czuje się bezpiecznie, bo wiem,że zawsze mogę na Niego liczyć. I potrafi mnie rozśmieszyć jak nikt inny.

Wakacje minęły mi na pracy i wyjazdach. Do siostry, do domu, do M. U M. trochę sobie imprezowaliśmy, bo i wesele i 18 się trafiła. Byliśmy też nad morzem w lipcu. Pogoda trafiła nam się idealna. Codziennie na plaży, kąpiele w Bałtyku, wspólne grillowanie i wieczorne spacery. Byliśmy z moją siostrą, szwagrem, małym, moją mamą i moim bratem. Taki rodzinny wypad ;).

W pracy dobrze, zakończyłam już szkolenia i prowadzę teraz zmiany. Nie jest to praca spokojna, ale ja lubię jak dużo się dzieje. Poza tym lubię to miejsce i ludzi z którymi pracuje. Grafik mam super, pomimo pracy na prawie 3/4 etatu naprawdę miałam czas na odpoczynek i wyjazdy. Poza tym wypłaty dostaję całkiem nieźle, wystarcza na wszystko a i zaoszczędzić się trochę udaje. Póki co dobrze mi tam i nie zamierzam nic zmieniać. Pod koniec studiów przyjdzie czas na decyzję co dalej.

Wrzesień upływa pod hasłem przeprowadzki i urządzania nowego mieszkania mamy. Nawet nie wiecie jak ciężko jest spakować w kartony
ostatnie 15 lat i zacząć wszystko od nowa. Ale to już temat na osobny post.

Pozdrawiam Wam serdecznie!

niedziela, 22 marca 2015

Jak zwykle :)

Milion razy obiecywałam, i sobie, i Wam, że wrócę do regularnego pisania. Jakoś nic z tych obietnic nie wychodzi. Wydaje mi się, że w moim życiu nie dzieje się nic godnego opisania. A bloga zamykać nie chce. Mam jeszcze nadzieję, że wena powróci :).
Moje dni wyglądają bardzo podobnie. Rano jestem w szkole, popołudnia spędzam w pracy. Jak mam wolne to nie wiem w co ręce włożyć. Bałagan mamy często taki,że wstyd kogoś wpuścić do pokoju :).
Ostatnie dwa weekendy spędziłam oczywiście u siostry. Mój Siostrzeniec jest cudowny! Śliczny, bardzo absorbujący. Przy nim obalony zostaje mit, że małe dzieci tylko jedzą i śpią. On lubi się rozglądać, lubi jak się do Niego mówi, wodzi oczami za grzechotkami. Lubi jak ktoś przy Nim jest i wręcz kocha być na rękach. Sprzedaje cudowne uśmiechy, uwielbia się kąpać i krzyczy w niebogłosy przy przewijaniu:). Póki co uwielbia zabawy ze mną, uspokaja się u mnie prawie tak szybko jak przy mamie i widać, że przypadłam mu do gustu. Oby z wiekiem mu to nie minęło :). Wczoraj zabrałam Go na ponad 2 godziny na spacer. Jego rodzice w tym czasie posprzątali mieszkanie i zdążyli się za Nami stęsknić. A nam tak dobrze było razem, Mały cały czas spał, ja wygrzewałam sie w słońcu i nawet książkę poczytałam. Zdecydowanie Mały skradł moje serce i mam więcej niż jednego mężczyznę swojego życia ;).
W zeszły piątek w drodze do siostry miałam miłą przerwę. Kilka godzin spędziłam na pogaduszkach z Dagą. To już trzecia poznana na żywo blogerka! Takie spotkania są super, bo zawsze na początku obawiam się jak to będzie a po 5 minutach mam wrażenie, że znamy się od lat. Czytając bloga można kogoś naprawdę dobrze poznać. Mam nadzieję, że na takie spotkania będzie i chęć i czas :).
W pracy w porządku. Powoli wdrażam się w nowe obowiązki. Muszę się wdrażać trochę szybciej, bo już w kwietniu mam samodzielnie prowadzić zmiany a w maju czeka mnie jeszcze szkolenie z zarządzania zespołem. Teraz dużo nowych rzeczy, praca znów mnie zaskakuje, póki co jestem zadowolona :).
Pozdrawiam Was serdecznie!

poniedziałek, 2 marca 2015

Marcowo

I kolejny miesiąc za nami. Teraz tylko trzeba cierpliwie poczekać na wiosnę, taką prawdziwą ;).
Jak Wam minął weekend? Odpoczęłyście?
Ja już na dobre wróciłam do pracy, ale nie narzekam. Tyle odpoczywałam, najwyższa pora popracować:). Wczoraj zaliczyłam swój debiut w roli managera. Nie było źle. Właściwie póki co niewiele się zmieniło. Więcej mi wolno, inaczej się ubieram i inaczej traktują mnie inni managerowie. Na prawdziwe zmiany przyjdzie wkrótce czas :).
Poza pracą mam jeszcze uczelnie na której idzie mi świetnie. Same 5 wpadają, normalnie żyć nie umierać :). Dobrze,że pod koniec moje studia pokazują,że da się je lubić. Oczywiście są jeszcze tacy prowadzący, którzy tylko psują nam krew, przecież idealnie być nie może.
W czwartek mamy zapisy na praktyki pedagogiczne. Wiecie jak to wygląda w praktyce? Ludzie koczują pod budynkiem od 3-4 w nocy żeby o 8 zapisać się do dobrze zlokalizowanych szkół. Dramat... Sama zastanawiam się co zrobić. Nie chce popadać w paranoję, ale zależy mi żeby zapisać się do szkoły, którą mam niedaleko mieszkania... Do czwartku jeszcze trochę czasu jest, trzeba opracować strategię :).
Miłego tygodnia!

poniedziałek, 16 lutego 2015

Pierwsze spotkanie i awans :)

Wczoraj byłam w odwiedzinach u Chrześniaka, Niestety tylko na jeden dzień, bo dzisiaj już wystartowały zajęcia na uczelni, ale te kilkanaście wspólnych godzin póki co muszą mi wystarczyć. Młody jest przesłodki! Malutki, drobniutki, mięciutki i bosko pachnie :). Godzinami trzymałam go na rękach i tylko się wpatrywałam. A jemu niewiele do szczęścia potrzeba. Brzuszek pełen, pieluszka sucha i śpi w najlepsze. I jakby go nie zaczepiać, jakby go nie łaskotać to tylko się uśmiechnie, pokręci, ale oczu nie obudzi. Ile my się wczoraj nakombinowaliśmy żeby go obudzić... Siostra miała nawał pokarmu i ktoś to musiał przerobić ;). A Młody ani myślał stawać, mały uparciuszek. Wczoraj asystowałam przy kąpieli, ubierałam, przewijałam i właściwie robiłam wszystko, prócz karmienia :). Super zajęcie, zwłaszcza jak ktoś przy przewijaniu czaruje Cię swoimi pięknymi oczami a potem wykorzystuje moment nieuwagi żeby zaatakować fontanną siuśków :P. Ale nie ze mną te numery, zrobiłam unik :P.
Ogólnie rzecz ujmując POLUBILIŚMY SIĘ :)

A w pracy chyba stwierdzili, że Chrześniak oznacza wydatki, bo dostałam dzisiaj awans ;). I zarabiać będę też więcej. Idzie nowe, a że ja lubię wyzwania to bardzo się cieszę :). Od marca prosze się do mnie zwracać pani manager :P :D.
Buźka!

czwartek, 4 grudnia 2014

Grudzień

No i mamy ostatni miesiąc w roku ;). Niedługo przyjdzie ten rok podsumować a ja będę miała kaca moralnego, że niewiele z planów noworocznych udało mi się zrealizować... Ale zacznie się kolejny rok i znów będę mogła sobie snuć plany bez końca ;). I tak w kółko i w kółko aż kiedyś wszystkie plany zrealizuje ;).
Jestem już prawie zdrowa, pozostał mi niewielki katar, ale to nic w porównaniu do tego, co było jeszcze kilka dnia temu. Na uczelni napisałam dzisiaj ważne koło, zaliczyłam prezentację na 85% i do świąt mam względny luz. Przynajmniej na uczelni :P. Za to w pracy zacznie mi się jazda bez trzymanki. Od jutra aż do 19 grudnia będę w pracy codziennie za wyjątkiem wtoków kiedy to mam dużo zajęć na uczelni. Milutko, co ;)? Chyba się wykończę! A jak się nie wykończę to od 20 do 28 będę sobie leniuchować, odpoczywać, świętować, czytać i nie wiem co jeszcze :).
Postanowiłam ostatnio, że odnowię kontakty z koleżankami z czasów gimnazjum i liceum. Tyle ich mam we Wrocławiu a nie widziałyśmy się ponad rok... Zawsze nie ma czasu, zapomni się albo wymyśli jakąś wymówkę. A przecież miło jest się spotkać, pogadać, poplotkować. Dzisiaj rozpuściłam sieci i już jutro przed pracą widzę się z jedną z nich. Nie mogę się doczekać!
Na koniec powiem Wam jeszcze, że ostatnio robiłam swój pierwszy w życiu test ciążowy. Wynik negatywny, żeby nie było. (Nie)stety;)? @ spóźniał mi się kilka dni, brało mnie przeziębienie i wybierałam się do domu gdzie w planach była impreza i alkohol. Żeby z czystym sumieniem wziąć leki a potem wypić jakiś alkohol zrobiłam test... Co to były za emocje! Niesamowite jak można się stresować przed małym białym pudełeczkiem, które ma nam oznajmić jak wkrótce będzie wyglądało nasze życie. Stresowałam się, że będą dwie kreski, a jak zobaczyłam tylko jedną to jakoś tak smutno mi się zrobiło... I weź tu zrozum kobietę :P

czwartek, 27 listopada 2014

Jeszcze listopadowo.

Listopad powoli się kończy. Z jednej strony się ciesze, bo jakoś nie przepadam za nim, z drugiej jednak trochę mi żal, bo w tym roku był wyjątkowo ładny. Ciepły, słoneczny, pogodny, prawdziwie jesienny :). Teraz niestety czuć już zimę i nie łudzę się, że grudzień będzie ciepły. Trzeba wyciągnąć najgrubsze ubrania z szafy i odliczać dni do wiosny. Taka kolej rzeczy. Tak już musi być ;)
Od wczoraj męczy mnie okropne przeziębienie. Ból gardła nie dał mi spać w nocy, od rana doszedł katar i ogólne osłabienie przez które nawet nie chciało się wychodzić z łóżka. Niestety musiałam spotkać się dzisiaj z kolegami i poczynić ustalenia do środowej prezentacji na najgorszy na moich studiach przedmiot ;). Potem byłam na zakupach prezentowych - siostra miała urodziny, tato ma imieniny. Po powrocie do domu zaparzyłam sobie herbatkę i zaszyłam się z książką w łóżku. Uległam modzie na czytanie Musierowicz, jednak, aby sięgnąć po najnowszą część postanowiłam najpierw przypomnieć sobie wszystkie pozostałe i tak jestem już po "Kłamczusze", a zaczynam "Kwiat kalafiora" :)
Jutro muszę odbębnić 7 godzin na uczelni - jakiś durny, unijny projekt odnośnie praktyk w szkole, i mogę jechać do domu :). A tam to już rozkoszowanie się spokojem i rodzinną atmosferą. Oby tylko choroba odpuściła.
Jeśli chodzi o pracę, to kiero jednak dał nam wolne tak jak chcieliśmy, czyli 20-28 grudnia, bo 6 grudnia muszę być w pracy i zabawiać wszystkie dzieci pracowników dla których robią spotkanie Mikołajkowe... Takie robił problemy a koniec końców i tak stanęło na moim. I dobrze :)

Dużo zdrówka dla Was!

środa, 19 listopada 2014

Ze skrajności w skrajność :)

Pochwaliłam się leniuchowaniem to musiałam swoje przepracować :P. 61 godzin w 6 dni, ma się ten talent. Do tego jeszcze dzienne studia i człowiek zapomina jak się nazywa :). W moim życiu czas nudy i spokoju dawno przeminął i wydaje mi się, że bezpowrotnie...

W pracy się dzieje. Niby mam tylko 0,5 etatu, ale spędzam tam trochę więcej godzin czy chcę czy nie :P. A zazwyczaj chcę, bo dzięki temu mam więcej pieniędzy. Już myślę o grudniowym wolnym, chciałam mieć wolne w dniach 20-28, ale kiero się zbuntował. No tak, knajpa beze mnie w dwa weekendy padnie :P. Powiedziałam, że spoko, mogę pracować do 22.12, ale niech da mi wolne jeszcze 6-7 grudnia. Chyba się zgodził, bo nic nie odpisał. :P. Teraz się z tego śmieję, ale wczoraj klęłam na czym świat stoi. Bo zawsze jak już sobie coś zaplanuje to oni mi te plany muszą pokrzyżować...

Na studiach jakoś leci, w sumie teraz mam w miarę spokojny okres. Wkurzają mnie ciągłe prace w grupie, bo dziewczyny mam średnie, jedna się przykłada a dwie pozostałe mają to gdzieś i jak ja czegoś nie dopilnuje to jest lipa... Np ostatnio babka obniżyła nam ocenę, bo się spóźniłyśmy z projektem... o dwie minuty... Dziewczyna, która miała go wysłać wysłała za późno, bo straciła poczucie czasu pod prysznicem... Czujecie to? Ręce i cycki mi na to opadają ;)!

Wczoraj w ramach odstresowania po smsach od kierownika wybrałam się do Rossmanna żeby skorzystać z tej promocji na artykuły do makijażu. Kupiłam sobie kilka pierdółek, które dzisiaj przetestowałam i jestem mega zadowolona z efektu :). W ogóle muszę się częściej malować i ubierać w kiecki, bo tylu komplementów co dzisiaj to już dawno nie słyszałam :). My kobiety... ;D

Na koniec jeszcze wieści odchrześniakowe. Mały konik waży już 1200 gram i ma się świetnie. Wg licznika jeszcze 90 dni do spotkania, wg doktorka jakieś 80. Podobno może się pojawić już 7 lutego. A ja coś czuję, że on wyjdzie z brzucha jak się dowie, że ciotka zdała ostatni egzamin i ma teraz czas żeby się nim zachwycać ;).

Buziaki!

wtorek, 14 października 2014

Studenckie życie.

Mówiłam, że żyję intensywnie? Kłamałam :P.
W środę po zajęciach byliśmy z M. i znajomymi na piwie, w czwartek od 7 rano byłam w pracy a potem do późna na grillu ze znajomymi ze starej pracy.
Piątek, sobota i niedziela minęły w pracy. Takiego ruchu jak w te dni to ja dawno nie pamiętam. W piątek stałam na McDrive i miałam tyle aut, że zapominałam jak się nazywam. Leciałam sobie wstawić frytki, zderzyłam się z M. i ta słuchawka do przyjmowania zamówień, którą miałam na głowie zsunęła się prosto do gorącego oleju :P. M. szybko spuścił ten olej i wyłowił słuchawkę :P. Teraz wszyscy się z nas śmieją, że chcieliśmy usmażyć słuchawkę na chrupiąco. M. przyznał mi się w mieszkaniu, że po mojej minie i reakcji miał przez chwilę wrażenie, że wsadzę rękę w ten olej żeby to ustrojstwo wyłowić :P. Instynkt samozachowawczy u mnie działa, zaglądnęłam tam tylko po to żeby zobaczyć czy nie wystaje przypadkiem jakaś część za którą można by to chwycić i wyciągnąć ;).
Wczoraj od 8 do 15 byłam na uczelni. A wieczorem byliśmy na parapetówce u chłopaków z pracy. Starzeję się chyba, bo jakoś nie robią na mnie już wrażenia popijawy do upadłego połączone z paleniem jakiegoś dziadostwa. M. miał dzisiaj na 7.30 na uczelnię, więc zwinęłam go przed północą i wróciliśmy do domu żeby trochę odespał, bo też miał trochę w czubie :P. W ogóle jestem tak przemęczona tym wariackim życiem ciągle w biegu, że nie macie pojęcia. Ciągle chce mi się spać, ciągle jestem zmęczona... Jutro na szczęście mam na uczelnię dopiero na 13, więc trochę się wyśpię. Przynajmniej taki jest plan ;).
A w sobotę przeszedł mi koło nosa panieński mojej najlepszej koleżanki ze studiów. Dostałam zaproszenie, ale niestety pracowałam w sobotę do 23 a panieński odbywał się 100km od Wrocławia, więc nie było szans żebym się pojawiła. Tzn szanse byłyby ogromne gdybym wiedziała nieco wcześniej i zgłosiła, że chcę wtedy wolne... Mówiłam koleżance już dawno z jakim wyprzedzeniem muszę to wiedzieć. Później jakoś nie podejmowała tematu to myślałam, że się rozmyśliła ze względu na źle przechodzoną ciążę... Jak już miałam grafik w pracy to skontaktowała się ze mną jej siostra, że za dwa tygodnie robi ten panieński i czy będę... Sorry, jak dla mnie za późno. Trudno.
W ten weekend znów dużo pracuje. Wypłata w końcu sama się nie zarobi ;P. Za to następny mam wolny i będę miała gości :). Przyjeżdża siostra z mężem i mamy w planach poszukiwania wózka dla Chrześniaka :). Zważywszy na to, że głównym kryterium mojej siostry jest kolor to zapowiada się ciekawie ;).

Miłego tygodnia

wtorek, 7 października 2014

Intensywnie

Nie piszę, bo nie mam czasu. Pochłonęły mnie nie tylko studia, ale także praca. Wróciłam na większy wymiar godzin, prawie 3/4 etatu, więc kiedyś muszę to wypracować ;). Ale dzisiaj, jutro i w czwartek mam trochę wolnego i zamierzam go wykorzystać dla siebie :).

Na studiach póki co w porządku. Z dwóch przedmiotów co zajęcia mamy wejściówki, więc trzeba się uczyć na zapas. Już pierwsze wejściówki miałam i nie jest źle, pytania nawet spoko. Jeden przedmiot to ogólnie hardcore. Do egzaminu trzeba przeczytać jedną z trzech książek (każda około 500 stron). Na egzaminie 2 pytania są z książki a potem kolejne 3 z ćwiczeń. A żeby zaliczyć ćwiczenia trzeba mieć więcej niż 70% z dwóch prezentacji i dwóch kolokwiów :P. Na początku nawet się wystraszyłam, ale potem stwierdziłam, że dam radę. Bo jak nie ja to kto :P? Poza tym z przecieków wiem, że w poprzednich latach byli ludzie, którzy zdawali egzamin bez czytania książki... Ja zamierzam ją przeczytać, więc tym bardziej to zdam. Ogólnie do tej sesji mam mega ambitne podejście. Zdać wszystko jak najszybciej a potem jechać do Siostry i albo czekać albo już cieszyć się Chrześniakiem :).
Nasza grupa na studiach nie jest liczna. Tylko 12 osób. Przez chwilę się bałam, że nas rozwiążą, ale póki co jesteśmy. I niech tak zostanie, bo ludzi mam w porządku ;). Ogólnie to poszłam sama do tej grupy, bez żadnej bliskiej koleżanki, bo jak już wiecie, moja najlepsza koleżanka ze studiów poszła na zaoczne, za niecałe 3 tygodnie wychodzi za mąż a w marcu zostaje mamą. W grupie mam aż 3 dziewczyny, jedna trzyma się z chłopakami, a ja i pozostałe dwie nawet się zakumplowałyśmy. Jest fajnie, dogadujemy się i pomagamy sobie. A niektórzy nawet pytają czy ja i E. jesteśmy siostrami, bo podobno jesteśmy niemal identyczne. Nie wiem, ja tego nie widzę :P. W poprzednich latach mówili to samo o mnie i o L., więc nie wiem czy faktycznie coś w tym jest czy to zwyczajnie ludzkie wymysły :P.

W weekend byłam u Siostry na bawełnianej imprezie. Dacie wiarę, że od jej ślubu minął już rok? A ja pamiętam jakby to było wczoraj... Impreza się udała, Świętujący zadowoleni z prezentów a to przecież najważniejsze. Żartowaliśmy wszyscy, że rok temu było szaleństwo, teraz jest w miarę spokojnie, a za rok znów będzie szaleństwo, bo Chrześniak będzie miał już 7 miesięcy i na pewno uświetni imprezę :). W poprzedni weekend wylicytowaliśmy wielki karton ubranek, w tygodniu przyszły, więc główną atrakcją dla mnie było oglądanie ich i wąchanie ;). Dziecięce ubranka tak cudownie pachną! Sama też zaszalałam i kupiłam Chrześniakowi pierwsze ubranka, tak na Dzień Chłopaka. Ich fotkę możecie zobaczyć na moim instagramie ;).

Po powrocie od siostry dotarła do mnie wiadomość, którą żyje cały kraj. Śmierć Anny Przybylskiej. Umarła na to samo, na co 14 lat temu moja babcia. Szczerze mówiąc, jak czytałam wcześniej o jej chorobie to liczyłam na to, że jej się uda wygrać. Była prawie 20 lat młodsza, miała pieniądze i możliwości, poza tym przez 15 lat medycyna poszła do przodu... Widać nie aż tak bardzo i póki co to rak trzustki wygrywa w tej nierównej walce... To takie niesprawiedliwe. Cały czas gdzieś to mi siedzi z tyłu głowy... Bo jak planować życie, kiedy tak naprawdę nie wiemy ile dni nam jeszcze zostało?

Pozostaje nam żyć chwilą, cieszyć się tym co mamy i nie przejmować się głupotami ;)
Pozdrawiam!

piątek, 18 lipca 2014

Nadal w biegu...

Chyba na stałe muszę przerzucić się na pisanie postów na telefonie,bo na nic innego póki co nie mam czasu. Ja zwyczajnie nie umiem chyba żyć spokojnie;). Studia mam z głowy,została mi tylko praca, teoretycznie powinnam mieć więcej wolnego, w praktyce bywam w mieszkaniu jeszcze rzadziej niż zwykle. Właściwie w mieszkaniu tylko śpię:). Do piątku pracuje w godzinach 16-24, czyli wstaje rano,robię coś na szybko do jedzenia i zabieram Młodego w miasto. A to zakupy,a to wypad nad wodę... Potem czas z Młodym spędza M.,bo ja pedze do pracy. I dni mijają;)! Jutro jedziemy do mnie na uczelnie odebrać zaświadczenie o ukończeniu studiów a potem chcemy wypróbować nową, podobno genialną, lodziarnię;). W sobotę jedziemy razem z Młodym do mojej siostry. Wreszcie będzie czas na prawdziwy relaks i robienie tylko tego,co chcę a nie to,co muszę. Poza tym muszę zobaczyć najnowsze zdjęcia Chrześniaka,który ponoć strasznie się wiercił na ostatnim USG. Aż żal,że tego nie widziałam. Następnego badania nie odpuszczę;)!
Od soboty zaczyna się też moje wolne,minimum do końca miesiąca. W sierpniu zamierzam pracować tylko tydzień,więc zapowiada się długi wypoczynek. Nie mogę się doczekać!

środa, 19 marca 2014

Jestem, ale mnie nie ma...

Codziennie jestem na blogu, codziennie z zamiarem, że się odezwę...
Ale co tu pisać? Pogoda do kitu, ja chora. Z nosa mi cieknie, chodzę jakaś taka niewyraźna, nieobecna, nic mi się nie chce... A tu na uczelnię trzeba, do pracy trzeba... Ciężkie mam życie :). Dzisiaj się urwałam wcześniej z pracy i wygrzewam się w łóżku. Na noc zaaplikuję sobie uderzeniową dawkę medykamentów, może mi przejdzie :). Musi mi przejść, bo od poniedziałku będę praktykować się w gimnazjum, nie chcę uczniów pozarażać :P.
Tak mi dobrze ostatnio idzie czytanie, że się nie rozstaję z książkami. A wczoraj zapisałam się do biblioteki żeby mieć do nich stały dostęp.
I sukienkę kupiłam, na święta będzie jak znalazł :)!

Buziaki!

piątek, 7 marca 2014

Nominacja i aktualne wieści :)


Nie mam jakoś natchnienia do bloga ostatnimi czasy, ale od kilku dni zalega u mnie nominacja do zabawy od A. z której najwyższa pora się wywiązać.

1. Ulubiony rytual dnia to...
2. Twoj ulubiony sen jest o...
3. Na co do jedzenia mialabys teraz ochote?
4. Adoptowalabys obce dziecko? Dlaczego? 
5. Ktory obowiazek jest dla Ciebie najciezszy do wykonania.
6. Najglupsza rzecz jaka zrobilas/powiedzialas w swoim zyciu.
7. Co doprowadza Cie do lez, oczywiscie tych pozytywnych! :)
8. Czego za nic w swiecie bys nie zrobila?
9. Najlepszy dzien w Twoim zyciu, co sie wtedy wydarzylo? (nie badzcie tylko monotonne dziewczyny!)
10. Najlepszy komplement jaki udalo Ci sie uslyszec.
11. Na jaki temat nienawidzisz rozmawiać? 

1. Gdy kładę się do łóżka i powoli odpływam...
2. Bardzo rzadko coś mi się śni, zazwyczaj są to nieistotne bzdury, bez większego sensu.
3. Lody z Maca z polewą karmelową :P
4. Oczywiście, że tak. Uważam, że mam w sobie tyle miłości, że bez problemu mogłabym pokochac kolejną osobę.
5. Nauka, nauka, nauka.... Serio. Nie cierpię tego robić!
6. Okłamałam M. w bardzo głupiej sprawie, bo  nie chciałam żeby się denerwował... Okazało się, że on o wszystkim wiedział, a pytał tylko po to żebym się przyznała. Oczywiście o kłamstwo wkurzył się milion razy bardziej... No cóż, po pijaku trzeźwo się nie myśli...
7. Czasem zdarza mi się płakać na filmach, serialach, filmikach z netu. I wzruszam się, gdy M. mnie czymś zaskakuje.
8. Nie zjadłabym owoców morza, robaków, ośmiornicy itp. itd.
9. Myślę, że to jeszcze przede mną :). Jakby co to nie omieszkam Wam o tym napisać...
10. Nie wiem czy najlepszy, ale utkwił mi w pamięci. Kiedyś pewien Pan powiedział mi na dzień dobry, że już mnie lubi i na pewno jestem wspaniała, bo mam tak na imię jak jego mama i kobiety o tym imieniu są najlepsze na świecie :) 
11. Nie lubię jak ludzie pytają mnie co będę robiła po studiach, gdzie znajdę pracę itd... Jakbym była wróżką :)

Nikogo nie nominuję, bo większość już się bawiła.

Dzisiaj w pracy pierwszy raz organizowałam urodziny. Fajnie było :). Za tydzień kolejne, za 2 tygodnie aż dwa razy wyprawimy urodziny. Zapisałam się na praktyki do gimnazjum, napisałam sprawdzian z najgorszego w tym semestrze przedmiotu. Podcięłam włosy, zainwestowałam w kilka kosmetyków. Obecnie pochłaniam kolejne książki od Elsy, z którą widziałam się tuż przed jej wyjazdem. Tym razem nawet udało nam się trochę pogadać. Poza tym życie pędzi bardzo szybko i nic ciekawego się nie dzieje. Ostatnio jakoś nie umiemy się dogadać z M., mam nadzieję, że to chwilowe.
Podsumowując, zacytuję mojego Brata "Ja mam nudne życie" :):):)

Buziaki!

środa, 26 lutego 2014

Wiosennie

Czujecie wiosnę w powietrzu :)? Ja czuję, bardzo mocno czuję.
Wiecie czym się objawia u mnie wiosna?
Po pierwsze zmianą garderoby. Wyprałam grubą, zimową kurtkę i schowałam do szafy. Wymieniłam kozaki na nowe butki. Kupiłam sobie cieniutką, kwiecistą apaszkę.
Po drugie początek wiosny to czas wiosennych porządków. Dwa dni walczyłam z naszym pokoikiem. Wczoraj przed pracą poukładałam na nowo wszystkie nasze ciuchy w szafach i schowałam te najgrubsze swetry. Dzisiaj natomiast umyłam okno, wyprałam firankę, zmieniłam pościel, wyczyściłam lampę, posprzątałam w łóżkach, w których mamy magazyn wszystkiego ;). Dodatkowo zrobiłam gruntowne wycieranie kurzy i układanie na półeczkach. Na koniec odkurzyłam w dosłownie każdym zakamarku i umyłam podłogę. W sumie 6 godzin nie moje :).
Odłożyłam parę dni temu kosmetyki, które w pierwszej kolejności trzeba zużyć i solidnie się za to zabrałam. Bo zalega mi pełno balsamów, maseczek, toników i innych pierdółek, których termin zbliża się ku końcowi... Zrobiłam sobie odwyk zakupowy, bo w kupowaniu kosmetyków jestem mistrzem, gorzej żeby ich potem używać..

W nowej pracy super. Póki co jestem mega zadowolona ze zmian jakie nastąpiły. I od niepamiętnych czasów uśmiecham się na myśl o pracy :).

Buziaki!

czwartek, 20 lutego 2014

Nowa praca i plany na weekend

Dzisiaj w mojej starej pracy podpisałam rozwiązanie umowy za porozumieniem stron, oddałam rzeczy i oficjalnie się pożegnałam. Moja noga już tam nie postanie po tej gorszej stronie lady. I wiecie co? Wyszłam stamtąd z uśmiechem na ustach. Bo przez 15 minut, które tam spędziłam miałam serdecznie dość.
Mam nadzieję, że M. też szybko znajdzie coś innego i pożegnamy się z tą firmą.

A moja nowa praca to praca u konkurencji :). Nie planowałam tego, tak zwyczajnie wyszło. Obowiązki mam prawie takie same jak poprzednio. Prawie, bo odpowiedzialna będę też za weekendowe organizacje urodzin dla małych Brzdący. Przez około 2h będę musiała się nimi zająć, podać tort, jedzenie, poprowadzić jakieś zabawy. I dzięki temu moja stawka jest dużo wyższa niż w poprzednim miejscu :). Kolejne plusy to między innymi lepsze godziny pracy, bo maksymalnie do północy a nie także nocki. Poza tym moje nowe miejsce pracy, w przeciwieństwie od starego, jest dość odległe od Rynku, czyli ruch tam panuje dużo mniejszy a przez to jest o wiele spokojniej. Poza tym nic więcej ciekawego nie mogę Wam powiedzieć, bo byłam tam póki co tylko dwa razy. Póki co jestem bardzo pozytywnie nastawiona :).

A jutro po pracy jedziemy z M. i moim bratem do Siostry i Szwagra. W planach mamy narty w Czechach, o ile śnieg na to pozwoli :). A jak nie pozwoli to wymyślimy coś innego i też będzie fajnie :).

Buziaki!

wtorek, 11 lutego 2014

Wyzwanie fotograficzne - dzień drugi

Kolor moich myśli:
RÓŻOWY!




Bo lubię zmiany, lubię, gdy dużo się dzieje. Dlatego optymistycznie patrzę w przyszłość. A dzisiaj uśmiech nie schodzi mi z ust i na świat patrzę przez różowe okulary ;)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Wyzwanie fotograficzne - dzień pierwszy

Żyję na takich obrotach, że zapominam jak się nazywam :). Ale zgodnie z postanowieniem noworocznym bawię się w wyzwaniu u Uli. Lutowe tematy:

Moja interpretacja tematu RODZINA:




Taki model mi się marzy :). 2+2 to minimum. Może nawet więcej :):):).

A co poza tym? Świętowałam urodziny mamy, pochorowałam się, złożyłam wypowiedzenie w pracy i znalazłam kolejną, czyli jedno z noworocznych postanowień już zrealizowałam :). Szczegóły wkrótce, obiecuję!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Wyzwanie fotograficzne - dzień pierwszy

Temat na dzisiaj -  "słowo, które Ciebie przedstawia"


Bo dzisiaj (i nie tylko dzisiaj) jestem zabiegana. Dosłownie i w przenośni.
Wstałam ciemnym świtem (o 5.20), pojechałam do pracy, wróciłam po 14, chwilę odpoczęłam i poszłam biegać. Świetnie mi szło, pierwszy raz pokonałam całą zaplanowaną trasę bez zatrzymania, cały czas biegłam, ba, nawet rundkę dookoła bloku sobie dodałam. A po wejściu do mieszkania szybko się rozebrałam i jeszcze zrobiłam dwa 10 minutowe treningi z Mel B - na pośladki i brzuch. Potem wzięłam prysznic, wstawiłam pranie, ogarnęłam pokój, zjadłam i wreszcie mam chwilę "odpoczynku", czyli publikuję post i zasiadam do notatek - koło się zbliża :).
Miłego wieczoru!

środa, 26 czerwca 2013

Problemy, zmiany, plany...

Od ponad dwóch tygodni mam wakacje, więcej czasu dla siebie, spokój z nauką. A na blogu znów jestem gościem. U siebie prawie nie bywam, u Was przelotem, na szybko, bez śladu... Pora się wytłumaczyć. Nie pisałam, bo nie chciałam. Bez sensu w kółko powtarzać, że się pracuje, pracuje i pracuje, bo pracy dużo, a ludzi mało... Zmęczenie dawało się we znaki, ale myśl o wypłacie dodawała sił i popierniczałam jak robocik :).
Problemy rodzinne zajmowały większość moich myśli, ale jakoś tak nie mogłam zebrać się w sobie żeby to tutaj z siebie wyrzucić... Było strasznie, jest już lepiej, ale nadal nie jest dobrze. Mam straszny mętlik w głowie, nie wiem co robić, jak się ustosunkować do pewnych osób, do pewnych kwestii. Bo strasznie trudno odnaleźć się w sytuacji, gdy ktoś, kogo znamy całe życie okazuje się nagle być dla nas całkiem obcym człowiekiem o którym tak naprawdę nie wiemy nic... Czas leczy rany. Zdecydowanie tego czasu mi potrzeba.
Z rzeczy bardziej optymistycznych. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam na kilka dni nad morze. Z M., jego siostrą i jej koleżanką. Poleniuchuję, poimprezuję, oderwę się od tego wszystkiego. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i zamoczę tyłek w tym zimnym Bałtyku ;). Na myśl o wyjeździe mam banana na ustach i nie mogę się doczekać. W pracy się zdecydować nie mogą czy dać mi wolne czy nie, ale prędzej się zwolnię z pracy niż nie pojadę :). Bez przesady, ostatnio tyle pracuje, że tydzień wolnego należy mi się bez gadania... Sama jedna tam nie jestem, niech sobie jakoś radzą beze mnie.
Znalazłam też drugą pracę. Niezbyt dochodowa, bo stawka niższa niż ta co teraz mam, poza tym to tylko trzy godziny dziennie, 5 razy w tygodniu. Ale to praca stworzona dla mnie! Zawsze chciałam spróbować pracy z maluchami a tutaj będę się opiekować dziećmi w wieku 2-5 lat. Poza tym jest to praca w klubie fitness dla pań. Będę pilnować dzieci w czasie, gdy ich mamy będą ćwiczyć. Jak już się tam załapię to po studiach będę miała szansę zmienić stanowisko i pracować tam w zawodzie. A to byłoby coś! Kuszący jest też fakt, że jako pracownik mogę też bez ograniczeń korzystać ze wszystkich obiektów: sauna, siłownia itp. Jedyny minus to niskie zarobki. I strach, że nie pogodzę tego z obecną pracą, a po wakacjach ze studiami. Ale raz się żyje, spróbować muszę. Bo mam takie poczucie, że jak nie spróbuję to do końca życia będę tego żałować... I tylko zastanawiam się czy ja poza pracą będę miała jakieś życie, czas dla siebie, na relaks?
Na szczęście nie muszę się martwić brakiem czasu na spotkania z M., bo od 1 lipca M. się do mnie wprowadza.Moja siostra się wyprowadza, skończyła studia, obroniła mgr, znalazła pracę i zamieszka z narzeczonym. Ja zostaję sama, M. szukał czegoś innego. I próbujemy życia razem. Myślę pozytywnie, wierzę, że się nie pozabijamy ;). Chociaż czasem dopada mnie strach, że nam się nie uda, że to będzie początek końca... Odganiam te myśli i powtarzam w kółko "Będzie dobrze... Będzie dobrze..." Bo będzie, prawda? ;)
Cały czas też w głowie mi siedzi myśl, że w te wakacje miałam zająć się swoimi zębami. Założyć aparat i wyzbyć nie wreszcie kompleksu na ich punkcie... A teraz martwię się, że nie starczy mi czasu, a przede wszystkim pieniędzy na to... Bo przy obecnych problemach w domu nie wiem jak to będzie z moimi finansami... Trochę się boję żeby nie zostać z czasem goła i wesoła, ale też mam świadomość, że ciągle to odkładam i raczej się oddalam od pięknego uśmiechu niż do niego przybliżam... Trzeba to wszystko przemyśleć, przeanalizować na chłodno. Będzie na to czas na wyjeździe ;)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Nie po drodze...

Jakoś ostatnio brak czasu na wszystko, na bloga przede wszystkim.
Armagedon na uczelni, praca i dodatkowo zmiana mieszkania...
Właściciel nas poinformował, że jego córka wraca na stałe zza granicy i od 1 maja chce wolne mieszkanie. Trochę spanikowałyśmy, bo znaleźć coś na 2 miesiące to nie taka łatwa sprawa. Szczęściem udało nam się znaleźć pokój w naszej okolicy, w podobnej cenie, wolny od zaraz. Niewiele myśląc spakowałyśmy się i przeprowadziłyśmy wczoraj. Dzisiaj dokończyłyśmy rozpakowywanie i jesteśmy urządzone :). Niestety przez przeprowadzkę, pakowanie, pracę i milion rzeczy do zrobienia na studia spałam po 4-5 godzin przez ostatnie dwie noce. Aktualnie ledwo ogarniam :P. Zmykam pod prysznic, potem odrobina relaksu przy herbatce i spać :).

P.S. Piękna pogoda nam się robi :D!