Od ponad dwóch tygodni mam wakacje, więcej czasu dla siebie, spokój z nauką. A na blogu znów jestem gościem. U siebie prawie nie bywam, u Was przelotem, na szybko, bez śladu... Pora się wytłumaczyć. Nie pisałam, bo nie chciałam. Bez sensu w kółko powtarzać, że się pracuje, pracuje i pracuje, bo pracy dużo, a ludzi mało... Zmęczenie dawało się we znaki, ale myśl o wypłacie dodawała sił i popierniczałam jak robocik :).
Problemy rodzinne zajmowały większość moich myśli, ale jakoś tak nie mogłam zebrać się w sobie żeby to tutaj z siebie wyrzucić... Było strasznie, jest już lepiej, ale nadal nie jest dobrze. Mam straszny mętlik w głowie, nie wiem co robić, jak się ustosunkować do pewnych osób, do pewnych kwestii. Bo strasznie trudno odnaleźć się w sytuacji, gdy ktoś, kogo znamy całe życie okazuje się nagle być dla nas całkiem obcym człowiekiem o którym tak naprawdę nie wiemy nic... Czas leczy rany. Zdecydowanie tego czasu mi potrzeba.
Z rzeczy bardziej optymistycznych. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam na kilka dni nad morze. Z M., jego siostrą i jej koleżanką. Poleniuchuję, poimprezuję, oderwę się od tego wszystkiego. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i zamoczę tyłek w tym zimnym Bałtyku ;). Na myśl o wyjeździe mam banana na ustach i nie mogę się doczekać. W pracy się zdecydować nie mogą czy dać mi wolne czy nie, ale prędzej się zwolnię z pracy niż nie pojadę :). Bez przesady, ostatnio tyle pracuje, że tydzień wolnego należy mi się bez gadania... Sama jedna tam nie jestem, niech sobie jakoś radzą beze mnie.
Znalazłam też drugą pracę. Niezbyt dochodowa, bo stawka niższa niż ta co teraz mam, poza tym to tylko trzy godziny dziennie, 5 razy w tygodniu. Ale to praca stworzona dla mnie! Zawsze chciałam spróbować pracy z maluchami a tutaj będę się opiekować dziećmi w wieku 2-5 lat. Poza tym jest to praca w klubie fitness dla pań. Będę pilnować dzieci w czasie, gdy ich mamy będą ćwiczyć. Jak już się tam załapię to po studiach będę miała szansę zmienić stanowisko i pracować tam w zawodzie. A to byłoby coś! Kuszący jest też fakt, że jako pracownik mogę też bez ograniczeń korzystać ze wszystkich obiektów: sauna, siłownia itp. Jedyny minus to niskie zarobki. I strach, że nie pogodzę tego z obecną pracą, a po wakacjach ze studiami. Ale raz się żyje, spróbować muszę. Bo mam takie poczucie, że jak nie spróbuję to do końca życia będę tego żałować... I tylko zastanawiam się czy ja poza pracą będę miała jakieś życie, czas dla siebie, na relaks?
Na szczęście nie muszę się martwić brakiem czasu na spotkania z M., bo od 1 lipca M. się do mnie wprowadza.Moja siostra się wyprowadza, skończyła studia, obroniła mgr, znalazła pracę i zamieszka z narzeczonym. Ja zostaję sama, M. szukał czegoś innego. I próbujemy życia razem. Myślę pozytywnie, wierzę, że się nie pozabijamy ;). Chociaż czasem dopada mnie strach, że nam się nie uda, że to będzie początek końca... Odganiam te myśli i powtarzam w kółko "Będzie dobrze... Będzie dobrze..." Bo będzie, prawda? ;)
Cały czas też w głowie mi siedzi myśl, że w te wakacje miałam zająć się swoimi zębami. Założyć aparat i wyzbyć nie wreszcie kompleksu na ich punkcie... A teraz martwię się, że nie starczy mi czasu, a przede wszystkim pieniędzy na to... Bo przy obecnych problemach w domu nie wiem jak to będzie z moimi finansami... Trochę się boję żeby nie zostać z czasem goła i wesoła, ale też mam świadomość, że ciągle to odkładam i raczej się oddalam od pięknego uśmiechu niż do niego przybliżam... Trzeba to wszystko przemyśleć, przeanalizować na chłodno. Będzie na to czas na wyjeździe ;)