Gdzie jestem jak mnie nie ma? Wszędzie!
Po raz tysięczny chyba piszę, że nie ogarniam. Ale serio! Takiego maratonu jak teraz miałam nie da się ogarnąć przy zdrowych zmysłach:P. We wtorek, tydzień temu robiliśmy pożegnalnego grilla, bo M. rzucił pracę w tym cyrku z którego ja odeszłam już w lutym. Rozbiliśmy obozowisko na wałach nad Odrą i siedzieliśmy tam od 16.30 do 2 w nocy:P. W sumie przewinęło się tam około 30 osób, przynajmniej tyle naliczyłam. W środę wstałam dość wcześnie, pojechałam po spóźnione prezenty imieninowe dla Mamy i urodzinowe dla Szwagra. Potem na zajęcia, z zajęć trzeba było się dostać na obrzeża miasta żeby z siostrą i szwagrem zabrać się do domu :). Na ulicach były takie korki jakich chyba nigdy we Wro nie widziałam... Normalnie masakra. Trasa, którą zwykle jedzie się 30 minut, była tak zakorkowana, że M. jechał ponad godzinę... Czwartek i piątek upłynęły na grillowaniu, pracach domowych i spotkaniach towarzyskich. W sobotę pobudka o 4.30, o 5.40 start pociągiem do Wrocławia. Od 10 do 22 w pracy, potem imprezka urodzinowa znajomych. Powrót do domu po 3 w nocy, szybkie mycie i do spania. Pobudka po 7, od 9 znów praca... W poniedziałek rano próby(o tym zaraz), potem zajęcia i znów praca, tym razem do północy. Wtorek - pobudka o 6, bo od 7.30 miałam wykład, potem próby, próby, próby... Dzień zakończony zakupami i przespaniem popołudnia. Dzisiaj od rana zajęcia, potem znów próby i wreszcie występ. Dzisiaj n mojej uczelni było uroczyste otwarcie juwenaliów, a dokładniej AWFaliów i moja instruktorka fitnessu miała zawody aerobiku w drużynach 6 osobowych. Wydaje mi się, że wystąpiłyśmy lepiej niż nas oceniono, ale nie mi to oceniać. Mam nadzieję, że Elsie się podobało :).
Jutro mamy dzień rektorski. Jako, że pogoda raczej będzie paskudna to chyba nigdzie się nie wybiorę... Będę leniuchować i pewnie trochę posprzątam :). Bo nawet torba z majówki leży nierozpakowana :).
T-Z będzie w poniedziałek, bo w tym tygodniu niewiele zdjęć zrobiłam, nie ma czym się chwalić :).
Ściskam ;*!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmęczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmęczenie. Pokaż wszystkie posty
środa, 7 maja 2014
wtorek, 15 kwietnia 2014
Na tapczanie siedzi leń...
Ale się wyleniłam przez ostatnie dni... Już nawet dzisiaj po południu nie miałam co oglądać, bo wszystkie serialowe zaległości nadrobiłam... :)
A rano miałam wstać na wykład na 7:30. Budzik zadzwonił o 6, ja go wyłączyłam i poszłam spać dalej. O 7:08 się obudziłam, ale to już po ptakach było... Moje ciało widocznie było zdania, że jeszcze musze poodpoczywać :P. Trudno, z jedną nieobecnością na tym wykładzie chyba jakoś przeżyję :).
Zalegam sobie na kanapie, oglądam seriale, przeglądam blogi, wymyślam nowe specyfiki na włosy. O dziwo ta faza jeszcze mnie trzyma i straszną radochę mam z tych mazideł do włosów. To chyba przez to, że naprawdę włosy mi się poprawiły i coraz więcej osób to zauważa :). A jak zacznę z kimś temat włosów to mi się buzia nie zamyka. Nawet nie wiecie jak się powstrzymuję żeby tutaj nie szaleć z tym tematem :).
Pogoda we Wrocławiu barowa... To pewnie przez nią ziewam jak szalona. Wczoraj miałam taką ochotę pobiegać, czaiłam, czaiłam i jak się rozpogodziło to pobiegłam. Wróciłam po 20minutach mokra od deszczu i zła, bo plan na bieganie był inny... Dzisiaj poćwiczyłam w mieszkaniu, nie ryzykowałam moknięcia. Tym bardziej, że ostatnio bardzo często dopadają mnie przeziębienia...
Od jutra koniec lenistwa-na zajęcia idę. Na 10 chyba już wstanę :P. Czwartek i piątek w pracy, w piątek wieczorem wracam do domu na święta. Bardzo łaskawy dla mnie jest ten tydzień, jak nic odpocznę :).
Wymyśliłam sobie, że będę robić dużo zdjęć i wrzucać Wam na bloga w każdy poniedziałek jako moje "tygodniowe-zdjęciowe". Bo jednak brakuje mi tych wyzwań fotograficznym a i blog bez zdjęć jest jakiś pusty...
Buziaki!
A rano miałam wstać na wykład na 7:30. Budzik zadzwonił o 6, ja go wyłączyłam i poszłam spać dalej. O 7:08 się obudziłam, ale to już po ptakach było... Moje ciało widocznie było zdania, że jeszcze musze poodpoczywać :P. Trudno, z jedną nieobecnością na tym wykładzie chyba jakoś przeżyję :).
Zalegam sobie na kanapie, oglądam seriale, przeglądam blogi, wymyślam nowe specyfiki na włosy. O dziwo ta faza jeszcze mnie trzyma i straszną radochę mam z tych mazideł do włosów. To chyba przez to, że naprawdę włosy mi się poprawiły i coraz więcej osób to zauważa :). A jak zacznę z kimś temat włosów to mi się buzia nie zamyka. Nawet nie wiecie jak się powstrzymuję żeby tutaj nie szaleć z tym tematem :).
Pogoda we Wrocławiu barowa... To pewnie przez nią ziewam jak szalona. Wczoraj miałam taką ochotę pobiegać, czaiłam, czaiłam i jak się rozpogodziło to pobiegłam. Wróciłam po 20minutach mokra od deszczu i zła, bo plan na bieganie był inny... Dzisiaj poćwiczyłam w mieszkaniu, nie ryzykowałam moknięcia. Tym bardziej, że ostatnio bardzo często dopadają mnie przeziębienia...
Od jutra koniec lenistwa-na zajęcia idę. Na 10 chyba już wstanę :P. Czwartek i piątek w pracy, w piątek wieczorem wracam do domu na święta. Bardzo łaskawy dla mnie jest ten tydzień, jak nic odpocznę :).
Wymyśliłam sobie, że będę robić dużo zdjęć i wrzucać Wam na bloga w każdy poniedziałek jako moje "tygodniowe-zdjęciowe". Bo jednak brakuje mi tych wyzwań fotograficznym a i blog bez zdjęć jest jakiś pusty...
Buziaki!
Etykiety:
aktualności,
deszcz,
lenistwo,
pielęgnacja włosów,
pogoda,
studia,
tygodniowo-zdjeciowo,
zdjęcia,
zmęczenie
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Stud(n)ia
Jak w tytule. Te studia to dno... Nienawidzę ich ze wszystkich sił i marzę o tym, aby je skończyć. Serio. Na chwilę obecną to nawet siłą mnie nikt na magisterkę nie zaciągnie, bo ja mam dość... Przecież Ci prowadzący to mają nierówno pod kopułą. Jeśli w ogóle cokolwiek tam mają...
Szanowny pan doktor kazał nam zrobić projekty. Wymyślić samemu 6 ćwiczeń i 6 zabaw. Pod każdym napisać oświadczenie, że to jest mojego autorstwa i jeszcze czytelnie się podpisać... Wymyśliłam, napisałam, oddałam i nie zaliczyłam. Dziwne żebym zaliczyła skoro na 22 osoby zaliczyły 2... W takiej sytuacji jestem ja i jakieś 200 innych osób. Mamy też równo 2 tygodnie żeby to poprawić (tylko jak ja mam to poprawić jak nie wiem co mam źle?!) i iść do niego na konsultacje żeby to zaliczyć, Bo jak nie to nie dopuści nas do egzaminu. Egzamin 27.01...
I bezczelny typ mówi nam dzisiaj z perfidnym uśmiechem na ustach "Mam dla was dobrą wiadomość. Było u mnie dzisiaj 5 osób i żadna z nich nie zaliczyła." Nosz kur..., nóż się w kieszeni otwiera!
Idę poskakać i wyskakać te negatywne emocje.
Spokojnego wieczoru :)!
Szanowny pan doktor kazał nam zrobić projekty. Wymyślić samemu 6 ćwiczeń i 6 zabaw. Pod każdym napisać oświadczenie, że to jest mojego autorstwa i jeszcze czytelnie się podpisać... Wymyśliłam, napisałam, oddałam i nie zaliczyłam. Dziwne żebym zaliczyła skoro na 22 osoby zaliczyły 2... W takiej sytuacji jestem ja i jakieś 200 innych osób. Mamy też równo 2 tygodnie żeby to poprawić (tylko jak ja mam to poprawić jak nie wiem co mam źle?!) i iść do niego na konsultacje żeby to zaliczyć, Bo jak nie to nie dopuści nas do egzaminu. Egzamin 27.01...
I bezczelny typ mówi nam dzisiaj z perfidnym uśmiechem na ustach "Mam dla was dobrą wiadomość. Było u mnie dzisiaj 5 osób i żadna z nich nie zaliczyła." Nosz kur..., nóż się w kieszeni otwiera!
Idę poskakać i wyskakać te negatywne emocje.
Spokojnego wieczoru :)!
sobota, 11 stycznia 2014
Wyzwanie fotograficzne - dzień szósty
WEEKENDOWO
To nic, że wstałam dzisiaj o 5 i byłam w pracy w godzinach 6-14.
To nic, że czeka mnie nauka na poniedziałkowe kolokwium.
Teraz mój czas na WEEKENDOWY RELAKS. Po odprężającej kąpieli zalegam w szlafroku na łóżku i kończę czytać książkę ;)
To nic, że wstałam dzisiaj o 5 i byłam w pracy w godzinach 6-14.
To nic, że czeka mnie nauka na poniedziałkowe kolokwium.
Teraz mój czas na WEEKENDOWY RELAKS. Po odprężającej kąpieli zalegam w szlafroku na łóżku i kończę czytać książkę ;)
Do 18 mam czas :). Potem wróci M., trzeba będzie pójść po zakupy, zrobić jedzonko i wziąć się za naukę.
Ale nie myślmy teraz o tym ;)
Udanego weekendu!
wtorek, 29 października 2013
13...
Dziwny jest ten rok. Może przez to, że 13 to pechowy? Chciałabym żeby już się skończył i żeby ten nowy rok okazał się lepszy...
Nie wszystko co mnie spotkało było złe, ale ostatnimi czasy wszystko jakoś pod górkę idzie. Ja jakaś smętna, zabiegana, zatroskana... Brak mi sił na wszystko, nie chce mi się nic robić, wychodzić z domu, ciągle czuję zmęczenie, najchętniej nie wychodziłabym z łóżka... Jesienna chandra? Nigdy jej nie miałam a przynajmniej nigdy tak silnie jej nie odczuwałam...
Jakieś dobre rady?
Zaklęcia?
Czary?
Nie wszystko co mnie spotkało było złe, ale ostatnimi czasy wszystko jakoś pod górkę idzie. Ja jakaś smętna, zabiegana, zatroskana... Brak mi sił na wszystko, nie chce mi się nic robić, wychodzić z domu, ciągle czuję zmęczenie, najchętniej nie wychodziłabym z łóżka... Jesienna chandra? Nigdy jej nie miałam a przynajmniej nigdy tak silnie jej nie odczuwałam...
Jakieś dobre rady?
Zaklęcia?
Czary?
środa, 9 października 2013
Wróciłam
Jestem, już na dobre :)
Ostatnie dwa tygodnie to był młyn największy jaki dotąd miałam. Dzisiejszej nocy i poranka wreszcie to odespałam i pełna sił wracam do świata żywych i do świata blogów. Zacznijmy od początku.
W ostatni weekend września pojechałam do domy, bo przygotowania do wesela ruszały pełną gębą. Byłam z mamą po zakupy. Torebka dla niej, buty dla nas obu na poprawiny, dwa krawaty dla M. pasujące do moich sukienek a do tego warzywa dla kucharek, bo akurat była promocja. Dzień zleciał a wieczorem pojechałam do koleżanki ozdobić pudełko na koperty - siostra chciała, aby goście nie dawali kopert do ręki tylko wrzucali do pudełka, takiej małej urny jak na wyborach ;). Pomysł trafiony i szalenie praktyczny :). Po powrocie do domu siedziałam długo z rodzicami to i w niedzielę długo spałam. Potem to już standard-pomoc mamie przy obiedzie, obiad, kawka i biegiem na pociąg do Wrocławia. W międzyczasie piekłam jeszcze muffiny czekoladowe, bo w poniedziałek miałam iść ostatni raz do fitness i dziewczyny się upominały żeby im przynieść coś słodkiego. W pociągu wzięłam się za dziennik praktyk, liczyłam wskaźnik postawy wobec kultury fizycznej. Strasznie długie, strasznie nudne i zdecydowanie za trudne pytania jak dla dzieci... Ale nie ja to wymyśliłam. Po przyjeździe do mieszkania zrobiłam sobie tylko herbatę, wzięłam trochę winogron i usiadłam nad dziennikiem. Po jakimś czasie wrócił M., trochę z Nim porozmawiałam i dalej pisałam. Tak minął czas do 1, wykąpałam się i poszłam spać. W poniedziałek rano do szkoły, po szkole do fitness. Muffiny zniknęły w mgnieniu oka, wszystkim smakowały. Trzy godziny mojej pracy minęły błyskawicznie, na koniec poszłam jeszcze na solarium, pożegnałam się i w te pędy do domu, gdzie czekał na mnie dziennik praktyk. Cały wieczór koszmarne konspekty, asysty, diagnozy. Zwariować można... Snów posiedziałam jakoś do 1-2 i poszłam spać. We wtorek wstałam razem z M. o 6 i siadłam do dziennika. Teraz jak o tym myślę to podziwiam moją determinację ;). O 9 byłam już w szkole, prowadziłyśmy lekcję wychowawczą i robiłyśmy dzieciakom diagnozy potrzebne do dziennika. Wróciłam do mieszkania przed 15, szybko coś zjadłam i o 15 z kubkiem kawy zasiadłam do dziennika. Pisałam, pisałam i pisałam. Widziałam tylko mijające na zegarze godziny. Zrobiłam sobie dwie krótkie przerwy na zjedzenie czegokolwiek i na pójście do toalety. Koło 1 byłam już tak zmęczona, że nie dawałam rady utrzymać długopisu w ręce. Wcześniej palce poobwijałam plastrami żeby nie mieć odcisków od długopisu. Mówię Wam, masakra jakaś! Poszłam się wykąpać, obudzić się prysznicem :) i dalej pisałam. O 2.30 tak rozbolała mnie prawa ręka, że już wiedziałam, że nic więcej nie napiszę jeśli nie odpocznę. Ręka bolała okropnie, gdy tylko zginałam palce, a w prostych długopisu trzymać nie potrafię... Położyłam się do łóżka, ustawiłam budzik na 6. Zamknęłam oczy a i tak nie mogłam zasnąć, bo cały czas w głowie kłębiły mi się myśli "Nie zdążysz... nie zdążysz..." Przewracałam się z boku na bok, gapiłam w sufit i tylko myślałam co jeszcze muszę napisać. Po 3 udało mi się zasnąć, jednak przed 4 się obudziłam, bo miałam koszmar z moją opiekunką z praktyk w roli głównej ;). Wiedziałam, że już nie ma spania. Wstałam, umyłam twarz i zasiadłam do dziennika. Ręka nie bolała, bolał kręgosłup. Mam za małą lordozę lędźwiową i od długiego siedzenia w jednej pozycji mnie boli. Zmieniałam pozycję co jakiś czas, ale non stop siedziałam, więc niewiele to pomagało. Przed 6 wstał M., który był w szoku, ze nie śpię i że właściwie wcale nie spałam... On poszedł do pracy, ja z dziennikiem walczyłam jeszcze do 7.30. Potem szybko się ubrałam, poszłam do sklepu po wafle ryżowe i jogurt i od razu do szkoły. Dzienniki były prawie skończone, zostało tylko uzupełnić drobne braki, takie kosmetyczne sprawy. Poprowadziłam jeszcze 2 lekcje, mój opiekun ze szkoły przeglądał dzienniki, składał miliony podpisów, ja w międzyczasie dopieszczałam dzienniki i patrzyłam na nie z coraz większą nienawiścią... Na koniec przyszła kolej na uzupełnienie arkusza oceny. Powstawiałam sobie od góry do dołu 5, bo uważam, że zasłużyłam na nie w 100%, mój opiekun był podobnego zdania i też wpisał mi 5. W rubryce "Mocne strony Studentki" wychwalił mnie pod niebiosa, w słabych stronach wpisał tylko "drobne potyczki organizacyjne wynikające z braku doświadczenia". Mimo ogromnego zmęczenia nawet się uśmiechałam :). Potem przyszli moi ulubieni uczniowie, którym nie miałam sumienia powiedzieć, że to mój ostatni dzień w ich szkole... Łza zakręciła mi się w oku. Pożegnałam się szybko, zostawiłam dzienniki w umówionym miejscu i uciekłam. Wracałam szybko do mieszkania, było tak zimno, że cała się trzęsłam. A mimo to czułam się lekko, idealnie, szczęście wychodziło mi uszami a ja uśmiechałam się sama do siebie. Bo dałam radę, mimo wszystko i mimo krótkiego czasu. I jeszcze dzienniki zrobiłam porządnie! Byłam z siebie dumna! W mieszkaniu szybkie jedzenie, pakowanie i biegiem na pociąg. W pociągu trochę pospałam, bo byłam praktycznie nieprzytomna. Chwilę przed 18 byłam na miejscu. Na peronie czekali na mnie przyszli Państwo Młodzi. Przyjechałam do domu, w którym był tylko Brat. Reszta coś gdzieś załatwiała. Zjadłam i zaczęły się przygotowania...
O przygotowaniach będzie wieczorem, bo nie wiem kto takiego tasiemca przeczyta na raz ;)
Ostatnie dwa tygodnie to był młyn największy jaki dotąd miałam. Dzisiejszej nocy i poranka wreszcie to odespałam i pełna sił wracam do świata żywych i do świata blogów. Zacznijmy od początku.
W ostatni weekend września pojechałam do domy, bo przygotowania do wesela ruszały pełną gębą. Byłam z mamą po zakupy. Torebka dla niej, buty dla nas obu na poprawiny, dwa krawaty dla M. pasujące do moich sukienek a do tego warzywa dla kucharek, bo akurat była promocja. Dzień zleciał a wieczorem pojechałam do koleżanki ozdobić pudełko na koperty - siostra chciała, aby goście nie dawali kopert do ręki tylko wrzucali do pudełka, takiej małej urny jak na wyborach ;). Pomysł trafiony i szalenie praktyczny :). Po powrocie do domu siedziałam długo z rodzicami to i w niedzielę długo spałam. Potem to już standard-pomoc mamie przy obiedzie, obiad, kawka i biegiem na pociąg do Wrocławia. W międzyczasie piekłam jeszcze muffiny czekoladowe, bo w poniedziałek miałam iść ostatni raz do fitness i dziewczyny się upominały żeby im przynieść coś słodkiego. W pociągu wzięłam się za dziennik praktyk, liczyłam wskaźnik postawy wobec kultury fizycznej. Strasznie długie, strasznie nudne i zdecydowanie za trudne pytania jak dla dzieci... Ale nie ja to wymyśliłam. Po przyjeździe do mieszkania zrobiłam sobie tylko herbatę, wzięłam trochę winogron i usiadłam nad dziennikiem. Po jakimś czasie wrócił M., trochę z Nim porozmawiałam i dalej pisałam. Tak minął czas do 1, wykąpałam się i poszłam spać. W poniedziałek rano do szkoły, po szkole do fitness. Muffiny zniknęły w mgnieniu oka, wszystkim smakowały. Trzy godziny mojej pracy minęły błyskawicznie, na koniec poszłam jeszcze na solarium, pożegnałam się i w te pędy do domu, gdzie czekał na mnie dziennik praktyk. Cały wieczór koszmarne konspekty, asysty, diagnozy. Zwariować można... Snów posiedziałam jakoś do 1-2 i poszłam spać. We wtorek wstałam razem z M. o 6 i siadłam do dziennika. Teraz jak o tym myślę to podziwiam moją determinację ;). O 9 byłam już w szkole, prowadziłyśmy lekcję wychowawczą i robiłyśmy dzieciakom diagnozy potrzebne do dziennika. Wróciłam do mieszkania przed 15, szybko coś zjadłam i o 15 z kubkiem kawy zasiadłam do dziennika. Pisałam, pisałam i pisałam. Widziałam tylko mijające na zegarze godziny. Zrobiłam sobie dwie krótkie przerwy na zjedzenie czegokolwiek i na pójście do toalety. Koło 1 byłam już tak zmęczona, że nie dawałam rady utrzymać długopisu w ręce. Wcześniej palce poobwijałam plastrami żeby nie mieć odcisków od długopisu. Mówię Wam, masakra jakaś! Poszłam się wykąpać, obudzić się prysznicem :) i dalej pisałam. O 2.30 tak rozbolała mnie prawa ręka, że już wiedziałam, że nic więcej nie napiszę jeśli nie odpocznę. Ręka bolała okropnie, gdy tylko zginałam palce, a w prostych długopisu trzymać nie potrafię... Położyłam się do łóżka, ustawiłam budzik na 6. Zamknęłam oczy a i tak nie mogłam zasnąć, bo cały czas w głowie kłębiły mi się myśli "Nie zdążysz... nie zdążysz..." Przewracałam się z boku na bok, gapiłam w sufit i tylko myślałam co jeszcze muszę napisać. Po 3 udało mi się zasnąć, jednak przed 4 się obudziłam, bo miałam koszmar z moją opiekunką z praktyk w roli głównej ;). Wiedziałam, że już nie ma spania. Wstałam, umyłam twarz i zasiadłam do dziennika. Ręka nie bolała, bolał kręgosłup. Mam za małą lordozę lędźwiową i od długiego siedzenia w jednej pozycji mnie boli. Zmieniałam pozycję co jakiś czas, ale non stop siedziałam, więc niewiele to pomagało. Przed 6 wstał M., który był w szoku, ze nie śpię i że właściwie wcale nie spałam... On poszedł do pracy, ja z dziennikiem walczyłam jeszcze do 7.30. Potem szybko się ubrałam, poszłam do sklepu po wafle ryżowe i jogurt i od razu do szkoły. Dzienniki były prawie skończone, zostało tylko uzupełnić drobne braki, takie kosmetyczne sprawy. Poprowadziłam jeszcze 2 lekcje, mój opiekun ze szkoły przeglądał dzienniki, składał miliony podpisów, ja w międzyczasie dopieszczałam dzienniki i patrzyłam na nie z coraz większą nienawiścią... Na koniec przyszła kolej na uzupełnienie arkusza oceny. Powstawiałam sobie od góry do dołu 5, bo uważam, że zasłużyłam na nie w 100%, mój opiekun był podobnego zdania i też wpisał mi 5. W rubryce "Mocne strony Studentki" wychwalił mnie pod niebiosa, w słabych stronach wpisał tylko "drobne potyczki organizacyjne wynikające z braku doświadczenia". Mimo ogromnego zmęczenia nawet się uśmiechałam :). Potem przyszli moi ulubieni uczniowie, którym nie miałam sumienia powiedzieć, że to mój ostatni dzień w ich szkole... Łza zakręciła mi się w oku. Pożegnałam się szybko, zostawiłam dzienniki w umówionym miejscu i uciekłam. Wracałam szybko do mieszkania, było tak zimno, że cała się trzęsłam. A mimo to czułam się lekko, idealnie, szczęście wychodziło mi uszami a ja uśmiechałam się sama do siebie. Bo dałam radę, mimo wszystko i mimo krótkiego czasu. I jeszcze dzienniki zrobiłam porządnie! Byłam z siebie dumna! W mieszkaniu szybkie jedzenie, pakowanie i biegiem na pociąg. W pociągu trochę pospałam, bo byłam praktycznie nieprzytomna. Chwilę przed 18 byłam na miejscu. Na peronie czekali na mnie przyszli Państwo Młodzi. Przyjechałam do domu, w którym był tylko Brat. Reszta coś gdzieś załatwiała. Zjadłam i zaczęły się przygotowania...
O przygotowaniach będzie wieczorem, bo nie wiem kto takiego tasiemca przeczyta na raz ;)
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Nie po drodze...
Jakoś ostatnio brak czasu na wszystko, na bloga przede wszystkim.
Armagedon na uczelni, praca i dodatkowo zmiana mieszkania...
Właściciel nas poinformował, że jego córka wraca na stałe zza granicy i od 1 maja chce wolne mieszkanie. Trochę spanikowałyśmy, bo znaleźć coś na 2 miesiące to nie taka łatwa sprawa. Szczęściem udało nam się znaleźć pokój w naszej okolicy, w podobnej cenie, wolny od zaraz. Niewiele myśląc spakowałyśmy się i przeprowadziłyśmy wczoraj. Dzisiaj dokończyłyśmy rozpakowywanie i jesteśmy urządzone :). Niestety przez przeprowadzkę, pakowanie, pracę i milion rzeczy do zrobienia na studia spałam po 4-5 godzin przez ostatnie dwie noce. Aktualnie ledwo ogarniam :P. Zmykam pod prysznic, potem odrobina relaksu przy herbatce i spać :).
P.S. Piękna pogoda nam się robi :D!
Armagedon na uczelni, praca i dodatkowo zmiana mieszkania...
Właściciel nas poinformował, że jego córka wraca na stałe zza granicy i od 1 maja chce wolne mieszkanie. Trochę spanikowałyśmy, bo znaleźć coś na 2 miesiące to nie taka łatwa sprawa. Szczęściem udało nam się znaleźć pokój w naszej okolicy, w podobnej cenie, wolny od zaraz. Niewiele myśląc spakowałyśmy się i przeprowadziłyśmy wczoraj. Dzisiaj dokończyłyśmy rozpakowywanie i jesteśmy urządzone :). Niestety przez przeprowadzkę, pakowanie, pracę i milion rzeczy do zrobienia na studia spałam po 4-5 godzin przez ostatnie dwie noce. Aktualnie ledwo ogarniam :P. Zmykam pod prysznic, potem odrobina relaksu przy herbatce i spać :).
P.S. Piękna pogoda nam się robi :D!
Subskrybuj:
Posty (Atom)