Kilka dni później poszłam do fryzjerki i podcięłam 2-3 m włosów, na równo. Pozbyłam się tych najbardziej zniszczonych końców a o to co zostało zaczęłam intensywnie dbać. Na początku chciałam spróbować wszystkiego. Kupiłam polecane szampony, odżywki, maski, sera, wcierki, oleje... Nawet nie będę liczyć pieniędzy, które na to wydałam ;). Szalałam, każdą wolną chwilę poświęcałam na dbaniu o włosy albo czytaniu jak o te włosy dbać. Rezultaty były widoczne już po 2 tygodniach... Nie miałam problemu z rozczesywaniem włosów... Mniej więcej co miesiąc robiłam sobie zdjęcie porównawcze (wszystkie te zdjęcia są w zakładce "Włosomania") i co miesiąc też podcinałam ok 2cm włosów. Końcówki nadal szybko mi się niszczyły a na radykalne cięcie o jakieś 10cm nie byłam w stanie się zdecydować. Wolałam po troszkę co miesiąc, żeby nie widzieć tej drastycznej różnicy ;). Kupiłam sobie nożyczki do włosów i na początku każdego miesiąca wykonuje cięcie. Wydaje się niemożliwe? Są banalne sposoby żeby zrobić to samemu, szybko i prosto. Wystarczy chcieć.
Wiedziałam, że tak często podcinane włosy będą albo tej samej długości albo niewiele dłuższe z miesiąca na miesiąc. A przecież ja chcę mieć długie włosy :)! Są na to sposoby - wcierki. One naprawdę działają. Poza tym pokochałam skrzypokrzywę, chociaż smakuje jak trawa:), i staram się ją pić codziennie. Robię oczywiście zalecane przerwy, ale jest ona obowiązkowym punktem mojego dnia i nawet M. wstawiając wodę pyta "Chcesz herbatę czy trawę?" Porównując zdjęcia z początków i z teraz widać, że są dłuższe ;)
Zmienił się też ich kolor-wyjaśniały. Tzn wypłukała się z nich farba, którą ostatni raz nałożyłam 15.08.2014. Kolor odrostów jest minimalnie ciemniejszy od włosów na długości czego wcale nie widać na co dzień, za to często uwydatnia się na zdjęciach i wygląda brzydko. Pozostaje mi czekać i dożyć czasów jak cała długość moich włosów będzie w naturalnym kolorze a te farbowane całkowicie zetnę. Za kilka lat pewnie się doczekam ;).
Jak na rasową włosomaniaczkę mam też książkę mojej guru :)
Kupił mi ją M. z okazji Mikołajek :). Bo on się cieszy, że ja już nie chcę obcinać włosów :). Jak chyba każdy facet lubi długie i bardzo marudził za czasów jak nosiłam się z zamiarem drastycznego cięcia :).
Obecnie już trochę przystopowałam z tymi eksperymentami, bo nawet w przypadku włosów sprawdza się powiedzenie co za dużo to niezdrowo :P.
Dzisiaj z okazji tej pierwszej rocznicy zmierzyłam odwód moich włosów. Mi wyszło 8cm, M. 7, uznajmy, że jest to 7,5 cm, czyli moje włosy są średniej gęstości a nie rzadkie tak jak mi wmawiano i w co sama wierzyłam :). Zrobiłam też zdjęcie tzw babyhair czyli nowym włosom które wyrosły odkąd zaczęłam stosować wcierki. Jest ich naprawdę dużo i bywają dość niesforne. Trzeba mieć na nie sposób :)
Na koniec jeszcze zdjęcia włosów z dzisiaj. Dopiero teraz zobaczyłam jak kiepskiej są jakości. Niestety aktualnie włosy mam mokre, więc nie zrobię nowych zdjęć, muszą być te, które już są :)
To by było na tyle. Kolejny taki wpis już za rok :)
Buziaki!







