Bo temat ten idealnie pasuje do Walentynek. Mój NAJWAŻNIEJSZY jest oczywiście M.
Jego oksy które bardzo mi się podobają. Wróć... To on mi się w nich bardzo podoba ;). I walentynkowy prezent ode mnie - świetny zapach :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święto. Pokaż wszystkie posty
piątek, 14 lutego 2014
sobota, 4 stycznia 2014
Roczek :)
Skończyliśmy z M. dzisiaj wspólny roczek. Ale nie chodzimy jeszcze sami, wolimy za rękę ;)
Jaki był ten Nasz rok?
Pod każdym względem wspaniały. Aż się sama dziwię, że pokłóciliśmy się może 2-3 razy... A tak to sielanka, żyć, nie umierać. Wiem, że zawsze mogę na Niego liczyć, że nikt tak o mnie nie będzie dbał jak On. Zawsze czeka na mnie z obiadem czy kolacją, robi niespodzianki, zwyczajnie jest. I kocha, co pokazuje na każdym kroku. A najważniejsze, że kocha z wzajemnością ;) ;*
Oboje mamy dzisiaj wolne, od północy świętowaliśmy przy winie i świeczkach. Rano pobiegaliśmy, zjedliśmy śniadanie i leniuchujemy. Obiad dochodzi w piekarniku, po obiedzie wybieramy się na spacer. Wieczorem pewnie coś obejrzymy :).
Życie z Nim jest piękne :)!
Jaki był ten Nasz rok?
Pod każdym względem wspaniały. Aż się sama dziwię, że pokłóciliśmy się może 2-3 razy... A tak to sielanka, żyć, nie umierać. Wiem, że zawsze mogę na Niego liczyć, że nikt tak o mnie nie będzie dbał jak On. Zawsze czeka na mnie z obiadem czy kolacją, robi niespodzianki, zwyczajnie jest. I kocha, co pokazuje na każdym kroku. A najważniejsze, że kocha z wzajemnością ;) ;*
Oboje mamy dzisiaj wolne, od północy świętowaliśmy przy winie i świeczkach. Rano pobiegaliśmy, zjedliśmy śniadanie i leniuchujemy. Obiad dochodzi w piekarniku, po obiedzie wybieramy się na spacer. Wieczorem pewnie coś obejrzymy :).
Życie z Nim jest piękne :)!
środa, 27 listopada 2013
Zimowo
Spadł śnieg, zrobiło się mroźno, zimno, nieprzyjemnie.
Złapałam jakieś choróbsko, kaszlę jak gruźlik, smarkam bez przerwy, chwilami tracę głos... A tu nie ma czasu na odpoczywanie, leżenie, kurowanie się... Trzeba chodzić na zajęcia, do pracy. Weekendy też zaplanowane. Poprzedni spędziliśmy u siostry. Była parapetówka razem z 25 urodzinami.
W ten weekend idziemy na Andrzejki, siostra z mężem przyjeżdża do nas.
Na kolejny weekend idziemy na noc kina a potem jedziemy do rodzinnych domów...
Czas leci zdecydowanie za szybko. Do świąt pozostał niecały miesiąc. A ja mam pewne obawy jakie te święta w tym roku będą... Pożyjemy, zobaczymy ;)
Złapałam jakieś choróbsko, kaszlę jak gruźlik, smarkam bez przerwy, chwilami tracę głos... A tu nie ma czasu na odpoczywanie, leżenie, kurowanie się... Trzeba chodzić na zajęcia, do pracy. Weekendy też zaplanowane. Poprzedni spędziliśmy u siostry. Była parapetówka razem z 25 urodzinami.
W ten weekend idziemy na Andrzejki, siostra z mężem przyjeżdża do nas.
Na kolejny weekend idziemy na noc kina a potem jedziemy do rodzinnych domów...
Czas leci zdecydowanie za szybko. Do świąt pozostał niecały miesiąc. A ja mam pewne obawy jakie te święta w tym roku będą... Pożyjemy, zobaczymy ;)
czwartek, 30 maja 2013
W punktach
Dużo się dzieję, więc najłatwiej to wszystko podzielić :)
1. Pożegnanie managerki się udało, wróciłam do mieszkania koło 6, a o 9 wstawałam na zajęcia... Energetyk zdziałał cuda i jakoś ten dzień przeżyłam ;).
2. Peeling kawitacyjny - zabieg dość dziwny, chociaż przyjemny. Po pierwszym razie nie zauważyłam zbytniej różnicy, poza tym, że strasznie wysuszoną miałam skórę... O efekcie końcowym powiem po kolejnych dwóch zabiegach ;).
3. Egzamin zaliczony. W tej sesji zostały jeszcze 3 albo 4. Ciężko powiedzieć, bo nadal nie wiem czy z jednego jestem zwolniona :P. A sesja zaczyna się od poniedziałku... Bez komentarza :)
4. Wolontariat. Ogólnie było bardzo fajnie, chociaż chętnych do udziału w teście Coopera było niewielu i nie za bardzo mieliśmy co robić... Organizatorzy nie zadbali o odpowiednie nagłośnienie imprezy, poza tym pogoda średnio dopisywała. Miałam być tam do 17, ale urwałam się o 16 na pociąg do domu. Na pamiątkę mam koszulki, poza tym dostałam pakiecik z jedzonkiem, brat się ucieszył ;).
Poznałam też Elsę :). Wiedziałam, że jest szansa, że się spotkamy, nawet Jej wypatrywałam. A pojawiła się w momencie, gdy akurat zagadałam się z koleżankami. Zaskoczyła mnie, trochę onieśmieliła i nie wiedziałam na początku jak się zachować... Ale chyba szybko mi przeszło i potem już sobie miło, choć krótko, rozmawiałyśmy. Elsa jest taka jak na zdjęciach - ciągle usmiechnięta i taka jak na blogu - otwarta, gadatliwa i gościnna (herbatka na rozgrzanie bardzo się przydała;)). Teraz, gdy już wiem, gdzie dokładnie ma biuro, będę chętnie wpadać na pogaduszki. Pierwsze przeniesienie znajomości wirtualnej do reala mam za sobą i oceniam to zdecydowanie na plus :).
5. Komunia, jako sakrament, bardzo mi się podobała. Ksiądz świetnie poprowadził mszę, bez zbędnego przeciągania, skupił się na tym co naprawdę ważne. Uroczystość w domu też mi się podobała, fajni ludzie byli zaproszenie i ogólnie atmosfera w porządku. Pamiętacie moją ulubienicę ;)? Ma 20 miesięcy, gada jak najęta i jest słodka.
6. Na uczelni wszystko się układa, w dwa dni pozałatwiałam wszystko, co miałam załatwić. Zapisałam się też na wrześniowe praktyki do szkoły, którą mam za blokiem :). Mówię Wam, jakie cyrki z tymi praktykami. Zapisy były podzielone na trzy dni, wg średniej. Ja zapisywałam się pierwszego dnia, ale "moja" szkoła nie jest w centrum, więc się nie spieszyłam. Poszłam tam o 11, żadnych kolejek. A od rana był cyrk... Zapisy zaczęły się o 8, niektórzy koczowali tam od 5.30... Koleżanka, która poszła o 7 była w kolejce 30... Ludzie o mało nie pobili się o miejsca w szkołach w centrum... Nie ma się co dziwić skoro studentów 200 a w szkołach po 2 czy 4 miejsca...
7. Boże Ciało. Księdza poniosło :). Msza na 8, połączona z rocznicą I Komunii Św. i prymicją... Potem procesja i znów Msza. Drugą mszę sobie odpuściliśmy a i tak byliśmy w domu po 11... Co prawda nie padało, tylko mżyło, ale tak zmarzłam, że potem dwie godziny grzałam się pod kołdrą... Szczęście, że kolejny raz za rok ;).
Udanego weekendu!
1. Pożegnanie managerki się udało, wróciłam do mieszkania koło 6, a o 9 wstawałam na zajęcia... Energetyk zdziałał cuda i jakoś ten dzień przeżyłam ;).
2. Peeling kawitacyjny - zabieg dość dziwny, chociaż przyjemny. Po pierwszym razie nie zauważyłam zbytniej różnicy, poza tym, że strasznie wysuszoną miałam skórę... O efekcie końcowym powiem po kolejnych dwóch zabiegach ;).
3. Egzamin zaliczony. W tej sesji zostały jeszcze 3 albo 4. Ciężko powiedzieć, bo nadal nie wiem czy z jednego jestem zwolniona :P. A sesja zaczyna się od poniedziałku... Bez komentarza :)
4. Wolontariat. Ogólnie było bardzo fajnie, chociaż chętnych do udziału w teście Coopera było niewielu i nie za bardzo mieliśmy co robić... Organizatorzy nie zadbali o odpowiednie nagłośnienie imprezy, poza tym pogoda średnio dopisywała. Miałam być tam do 17, ale urwałam się o 16 na pociąg do domu. Na pamiątkę mam koszulki, poza tym dostałam pakiecik z jedzonkiem, brat się ucieszył ;).
Poznałam też Elsę :). Wiedziałam, że jest szansa, że się spotkamy, nawet Jej wypatrywałam. A pojawiła się w momencie, gdy akurat zagadałam się z koleżankami. Zaskoczyła mnie, trochę onieśmieliła i nie wiedziałam na początku jak się zachować... Ale chyba szybko mi przeszło i potem już sobie miło, choć krótko, rozmawiałyśmy. Elsa jest taka jak na zdjęciach - ciągle usmiechnięta i taka jak na blogu - otwarta, gadatliwa i gościnna (herbatka na rozgrzanie bardzo się przydała;)). Teraz, gdy już wiem, gdzie dokładnie ma biuro, będę chętnie wpadać na pogaduszki. Pierwsze przeniesienie znajomości wirtualnej do reala mam za sobą i oceniam to zdecydowanie na plus :).
5. Komunia, jako sakrament, bardzo mi się podobała. Ksiądz świetnie poprowadził mszę, bez zbędnego przeciągania, skupił się na tym co naprawdę ważne. Uroczystość w domu też mi się podobała, fajni ludzie byli zaproszenie i ogólnie atmosfera w porządku. Pamiętacie moją ulubienicę ;)? Ma 20 miesięcy, gada jak najęta i jest słodka.
6. Na uczelni wszystko się układa, w dwa dni pozałatwiałam wszystko, co miałam załatwić. Zapisałam się też na wrześniowe praktyki do szkoły, którą mam za blokiem :). Mówię Wam, jakie cyrki z tymi praktykami. Zapisy były podzielone na trzy dni, wg średniej. Ja zapisywałam się pierwszego dnia, ale "moja" szkoła nie jest w centrum, więc się nie spieszyłam. Poszłam tam o 11, żadnych kolejek. A od rana był cyrk... Zapisy zaczęły się o 8, niektórzy koczowali tam od 5.30... Koleżanka, która poszła o 7 była w kolejce 30... Ludzie o mało nie pobili się o miejsca w szkołach w centrum... Nie ma się co dziwić skoro studentów 200 a w szkołach po 2 czy 4 miejsca...
7. Boże Ciało. Księdza poniosło :). Msza na 8, połączona z rocznicą I Komunii Św. i prymicją... Potem procesja i znów Msza. Drugą mszę sobie odpuściliśmy a i tak byliśmy w domu po 11... Co prawda nie padało, tylko mżyło, ale tak zmarzłam, że potem dwie godziny grzałam się pod kołdrą... Szczęście, że kolejny raz za rok ;).
Udanego weekendu!
Etykiety:
aktualności,
domowo,
kosmetyka,
kościół,
sport,
spotkania,
studia,
święto,
wolontariat
piątek, 8 marca 2013
Dzień Kobiet
Zdecydowanie za dobrze mam. M. mnie rozpieszcza :). Wczoraj chwaliłam
się kwiatkami, już mam drugie. I chociaż nie mam swoich ulubionych
kwiatów to tulipany chyba nimi zostaną ;). Są prześliczne! Do tego
dostałam bransoletkę z serduszkiem, na nogę! Latem miałam sobie kupić, już nie muszę.
To chyba jest aluzja żeby pokazywać nogi :P. Się robi, Kochanie ;)!
I nic, nawet ten deszcz, nie popsuje mi humoru. Jem śniadanko i niedługo pędzę na pociąg do domku. Odpocznę dwa dni i wrócę stęskniona do mojego Ukochanego, który podobno ma nie tęsknić :P. Nie wierzę:D!A dla Was, Drogie Kobietki, życzenia z przymrużeniem oka ;
Dziś Dzień Kobiet, więc cycki w górę
i odrzuć z twarzy gradową chmurę.
Niech żyje cellulit i kurze łapki,
bo i tak jesteśmy fajowe Babki! ;)
Przyjemnego świętowania!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
